Na dwa dni przed oficjalnym przekazaniem najnowszego samolotu Boeinga Dreamlinera dla Polskich Linii Lotniczych LOT, w amerykańskim Seattle uroczyście otwarto wystawę przygotowaną przez Muzeum Lotnictwa w Krakowie. Jej tytuł to "Frank Piasecki i inni konstruktorzy”.

LOT jest pierwszą europejską linią, która odbierze Dreamlinera, dlatego także dla boeinga duży wydarzenie. Krzysztof Radwan z Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie podkreślał ogromny wkład Polaków w rozwój lotnictwa. Przy wszystkich znaczących maszynach jest polski udział. Kto wie, czy nie musielibyśmy jeszcze kilkanaście lat poczekać na tego Dreamlinera - powiedział Radwan w rozmowie z amerykańskim korespondentem RMF FM Pawłem Żuchowskim.

Nicole Piasecka, córka Franka Piaseckiego, amerykańskiego konstruktora polskiego pochodzenia, która jest wiceprezesem boeinga od spraw biznesu, otwierając wystawę nie kryła wzruszenia. Mój tata byłby taki dumny i szczęśliwy - powiedziała.

Nie zabrakło też polskich kulinarnych akcentów. Zaproszonych gości poczęstowano pierogami i gołąbkami. Wszystkim przypięto biało-czerwone kotyliony.

Pracowało nad nim kilka tysięcy osób. Projekt kosztował miliardy dolarów. Wśród konstruktorów skrzydła do Deamlinera jest Polak, Tadeusz Prucia, z którym w Seattle rozmawiał nasz korespondent Paweł Żuchowski.

Posłuchaj rozmowy z Tadeuszem Pruciem

Paweł Żuchowski: Który fragment tego skrzydła to pana robota?

Tadeusz Prucia: Ten najbliższy kadłuba.

Czyli jeżeli pasażer będzie siedział w środku to, gdzie ma spojrzeć, żeby pomyślał, że to polski konstruktor pracował w tym zespole, który skonstruował właśnie ten element?

Jeżeli będzie widział połączenie skrzydła z kadłubem to mniej więcej pół metra od kadłuba w lewo i następnie jakieś pół metra od kadłuba w lewo. To są te dwa żeberka.

Pan mówi, że to są tylko dwa żeberka, a zajęło to ile lat panu?

Trzy lata. Później było sprawdzanie, później było sprawdzanie jeszcze raz, po to, żeby mieć pewność, że wszystko jest ok.

To żeberko na pewno jest bezpieczne. Jedno i drugie.

Jest. Z resztą nie przeszłoby, jak mówiłem wcześniej, przez bardzo ostrą kontrolę inżynierów, bo oni nie dopuszczą żadnego błędu, bo to jest wielokrotna, wielopoziomowa kontrola.

Jak to się stało, że pan dołączył do zespołu, który konstruował skrzydło Boeinga Dreamlinera?

Ja pracowałem wtedy w Australii i kiedy Boeing zaczął rekrutować inżynierów do pracy nad tym Dreamilnerem i zostałem powiadomiony o tym, że istnieje taka możliwość i czy chciałbym aplikować. Mówię: "Oczywiście". Aplikowałem i dwa miesiące później byłem już w Seattle.

To było dla pana jakieś spełnienie marzeń, nowe wyzwanie, konstruowanie czegoś co zmieni lotnictwo?

Wyzwanie na pewno, bo to jest nowa technologia, nowa konstrukcja, to jeszcze nie było robione wcześniej i dlatego pomyślałem sobie, że dobrze byłoby nad takim projektem pracować bo jest przede wszystkim nowy, przede wszystkim nowoczesny, nowa technologia i dlatego pomyślałem sobie, że dobrze byłoby, gdyby tam Polak też pracował.

Jak wielu ludzi pracowało nad skrzydłem?

50 osób pracowało nad samym skrzydłem, tak zwaną konstrukcją nośną skrzydła, czyli dźwigarem przednim, dźwigarem tylnym i wszystkimi żeberkami jakie w środku są.

A nad całym samolotem?

Kilka tysięcy osób pracuje. To jest projekt ogromny. To jest projekt, który pochłania miliardy dolarów.

Z czego zostało wykonane skrzydło?

Pokrycie skrzydła jest zrobione z materiałów kompozytowych, pokrycie górne i dolne, a wszystkie żebra w środku, czyli usztywnienia jakie istnieją między tymi pokryciami, a dźwigarem przednim a tylnym są z aluminium.

Co to daje tej maszynie?

Obniżenie wagi, bo głównie waga to jest metal. To skrzydło i w zasadzie ten cały samolot, ponieważ ma o wiele więcej procentów używanych kompozytów niż każdy inny do tej pory używany w eksploatacji linii lotniczych zmniejsza wagę. Kompozyty mają to do siebie, że nie rdzewieją, jeżeli są dobrze używane, eksploatowane, natomiast są bardzo czułe jeżeli chodzi o połączenia metalowe z nimi. To też nie można, np. połączyć kompozytu z aluminium, jeżeli się nie odseparuje metalu od kompozytu, bo zacznie wtedy rdzewieć, następuje wtedy reakcja chemiczna, co jest bardzo niebezpieczne. To też kompozyty używają tylko połączeń tytanowych albo stali nierdzewnej.

Zastosowanie materiałów kompozytowych daje też firmie oszczędności, bo ta maszyna będzie rzadziej przechodziła przeglądy niż klasyczna maszyna.

Tak jest. Dokładnie. To jest właśnie główna rzecz, że główne przeglądy samolotów, które skonstruowane są z kompozytów na mniejszą ilość przeglądów w danym okresie lat, co oczywiście bardzo obniża koszty eksploatacji.

Zdradzi pan na czym pan teraz pracuje?

Teraz pracuję w sekcji, w grupie, która modernizuje samolot pasażerski 767 do celów wojskowych, który będzie używany jako tankowiec powietrzny.

Jak to będzie wyglądało?

Wygląd zewnętrzny się praktycznie nie zmieni tylko, że będzie wzmocniona struktura techniczna samolotu plus będą dodane specjalne rękawy i boom do tankowania samolotów w powietrzu, głównie wojskowych. To jest wojskowy projekt.

W środę start tej maszyny, Dreamlinera, z Seattle do Warszawy. To jest na pewno bezpieczna maszyna?

Tak. Możecie państwo wsiadać, wziąć drinka i jechać spokojnie do Warszawy.