W wieku 60 lat zmarł Krzysztof Kolberger. Od wielu lat zmagał się z chorobą nowotworową. Zapamiętamy go m.in. z ról w "Romeo i Julii", "Epitafium dla Barbary Radziwiłłówny", a ostatnio "Popiełuszko. Wolność jest w nas".

Kolberger: Niezwykła lekcja odchodzenia i śmierci

Kolberger urodził się 13 sierpnia 1950 roku w Gdańsku. Ukończył warszawską PWST. Karierę rozpoczął w Teatrze Śląskim, potem grał w Teatrze Narodowym w Warszawie. W pamięci widzów pozostały jego role w "Dziadach", "Wacława dziejach" i "Weselu".

Występował także w znanych serialach, jak "Ekstradycja", "Sfora" oraz "Tak czy nie". Najmłodsi widzowie pamiętają go z ekranizacji "W pustyni i w puszczy" w reżyserii Gavina Hooda, gdzie zagrał Lindego.

Jako reżyser wystawił "Krakowiaków i górali" (Opera Wrocławska, później Teatr Wielki w Warszawie), "Nędzę uszczęśliwioną" (również Teatr Wielki), "Żołnierza królowej Madagaskaru" (Opera Szczecińska) oraz "Królewnę Śnieżkę i siedmiu krasnoludków".

Jak sam oceniał, jednym z najważniejszych zadań aktorskich w jego karierze było powierzenie mu przez Telewizję TVN przeczytania testamentu papieża Jana Pawła II w czasie żałoby po jego śmierci w kwietniu 2005 r.

Od lat zmagał się z chorobą nowotworową. Dwukrotnie był operowany. Jest jednym z bohaterów książki "Odnaleźć dobro" Marzanny Graff-Oszczepalińskaiej, w której opowiada w formie pamiętnika o swoim osobistym spotkaniu z prawdziwym dobrem tkwiącym w człowieku.

Jego językowa dbałość była niezwykła. On sam powiedział kiedyś, że miłość do polszczyzny to przejaw patriotyzmu. Dykcja - nieskazitelna, głos - piękny, niski. Często był narratorem, często dubbingował. Użyczał głosu m.in. papieżowi, którego grał John Voight. Ostatnio Krzysztof Kolberger mało grał, o chorobie nie mówił dużo. Sił szukał w słowach, w poezji ludzi, którzy byli dla niego autorytetami.