Na razie nieznane są motywy szaleńca, który w sobotę po południu postrzelił 7 osób w Rybniku. Najciężej ranna jest jego żona - ma uraz głowy i klatki piersiowej. Kilkunastoletni syn ma uraz twarzy. Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Napastnik był pijany. Prawdopodobnie cierpi na depresję, ma problemy z alkoholem i finansowe.

Akcję policji opisuje rzecznik komendanta głównego, Mariusz Sokołowski

Mariusz Sokołowski o stanie zdrowia postrzelonych osób

Wieczorem mieszkańcy ulicy Braci Nalazków w Rybniku wrócili do swoich domów. Wtedy skończyło się przeszukanie domu sprawcy tragedii. Policja podejrzewała, że napastnik mógł mieć materiały wybuchowe.

Funkcjonariusze, którzy zabezpieczyli miejsce tragedii, wyjaśniają okoliczności i przyczyny tego zdarzenia. Na razie nie wiadomo, skąd mężczyzna wziął pistolet i karabin maszynowy. Trwają przesłuchania. Dzieci, które były świadkami strzelaniny, zostaną otoczone opieką policyjnych psychologów.

Do tragedii doszło w sobotę w jednym z mieszkań na osiedlu Boguszowice. Według ustaleń reportera RMF FM, mężczyzna około godz. 14 wrócił do domu. Wtedy pomiędzy nim i rodziną doszło do awantury. 39-latek zaczął strzelać. Policję wezwał teść 39-latka, któremu udało się wybiec z mieszkania i przyjść do najbliższego komisariatu, mimo że sam został niegroźnie ranny.

Przez dłuższy czas funkcjonariusze nie mogli obezwładnić napastnika, bo przy każdej próbie zbliżenia się do niego, otwierał ogień. Nie można też było przewieźć rannych do szpitala, bo mężczyzna przestrzelił opony w karetce. Dopiero gdy do akcji wkroczyli antyterroryści, udało się obezwładnić szaleńca.

39-letni napastnik jeszcze przez okno swojego domu strzelał do każdego, kto zbliżał do jego zabudowań. Na miejsce wezwano policyjnych antyterrorystów z Katowic, którzy tuż po godz. 15 przyjechali pod jego dom. Cała ta akcja była zakrojona na bardzo dużą skalę. Kiedy mężczyzna przez okno zauważył ubranych na czarno, wyposażonych w długą broń policyjnych antyterrorystów, poddał się. Wyszedł z domu z rękoma podniesionymi do góry. W tych rękach miał broń - mówi rzecznik komendanta głównego policji, Mariusz Sokołowski.

Przed sobą prowadził dziecko, które miało być żywą tarczą dla niego. Natychmiast został obezwładniony przez antyterrorystów.

Ranni przewiezieni do szpitala

Według informacji policji, w najpoważniejszym stanie jest żona desperata, która ma kilka ran postrzałowych klatki piersiowej. Teściowa została raniona w udo, teść - w ramię. 44-letnia sąsiadka ma obrażenia głowy i tułowia. Wszystkie te osoby leżą w szpitalu w Rybniku.

Do szpitala w Katowicach został przewieziony 15-letni syn zatrzymanego, który ma ranę postrzałową żuchwy. W Jastrzębiu Zdroju leży szwagier mężczyzny, który podobnie jak żona zatrzymanego, jest w poważnym stanie. 38-letni policjant komisariatu w Boguszowicach ma ranę postrzałową nogi.

Także napastnik został lekko ranny w czasie interwencji policji. To zaledwie draśnięcie. Po zaopatrzeniu został przewieziony do komendy policji - powiedział rzecznik śląskiej policji podinspektor Andrzej Gąska.

Według wstępnych informacji, mężczyzna nie był wcześniej notowany. Zakończoną strzelaniną awanturę wszczął, będąc pod wpływem alkoholu. Jak podaje policja, 39-latek był zatrudniony w jednej z kopalni, ale nie jest pewne, czy nadal tam pracował. Rodzina twierdzi, że wracał o dziwnych porach do domu, jak gdyby nie chodził do pracy - powiedział jeden z funkcjonariuszy.

Informację o strzelaninie dostaliśmy na Gorącą Linię RMF FM.