"Byłem tylko raz w Korei Północnej. Spotkałem się z Kim Ir Senem w 1989 roku. To była krótka, ale istotna rozmowa. Był w dobrej formie, tryskał humorem, energią. Teraz stała się rzecz istotna i ważna, choć dalszy ciąg jest pod znakiem zapytania. Trzeba podziwiać zarówno odwagę Donalda Trumpa, jak i Kim Dzong Una, bo pewnie jeden i drugi będą mieli z tego powodu różne wewnętrzne problemy" - powiedział w Porannej rozmowie w RMF FM Leszek Miller, komentując szczyt w Singapurze z udziałem przywódców USA i Korei Północnej. Były premier skomentował także kwestię tzw. listy Tuska w wyborach do Parlamentu Europejskiego. "Ja na razie się nigdzie nie wybieram, jestem związany z SLD, ale bardzo mnie interesuje czy premier Donald Tusk bierze tę ewentualność pod uwagę, więc z napięciem oczekuję na oświadczenie w tej sprawie" – podkreślił. "Nie zamierzam brać udziału w tym referendum. Ja znam te pytania. Jedno z nich uważam za istotne (…) – to jest pytanie, gdzie prezydent pyta, czy naród uważa, czy jego kompetencje dotyczące zwierzchnictwa nad armią i polityki zagranicznej powinny zostać zwiększone" – w ten sposób Leszek Miller odniósł się z kolei do zaprezentowanych wczoraj przez prezydenta Andrzeja Dudę 15 pytań referendalnych. "Poważni ludzie nie powinni zajmować się pytaniami referendalnymi prezydenta Dudy (.). Mam nadzieję, że to referendum się w ogóle nie odbędzie" – dodał.

Robert Mazurek: Leszek Miller - jedyny czynny polityk, który spotkał się z przywódcą Korei i robił to wtedy, kiedy to jeszcze nie było modne.

Leszek Miller: Ale to było w 1989 roku, a więc już trochę czasu upłynęło. Rzeczywiście, miałem krótką, ale istotną rozmowę z ówczesnym przywódcą Kim Ir Senem.

13.06 Gość: Leszek Miller

Jakie wrażenie zrobił na panu Kim Ir Sen? To dziadek Kim Dzong Una.

Był w dobrej formie, tryskał humorem, energią.

To zupełnie jak pan.

Ale pod pewnymi względami wtedy się różniliśmy. Raz jeden byłem w Korei Północnej. Właśnie wtedy. Pamiętam to miasto...

... miasto, które wtedy nazywało się Phenian, a teraz jakoś inaczej się nazywa...

Miasto pustych ulic, małej liczby samochodów, ale czyste i chyba dobrze zarządzane.

Jasne, jak nie jeździ i nikt nie chodzi, to jest czysto.

Wtedy akurat było dużo ludzi, bo przyjechały rozmaite delegacje i było sporo osób.

A jak pan patrzy na to wczorajsze spotkanie w Singapurze, to co pan myśli? Zaskoczenie, nadzieja czy poczucie, że to "pic na wodę fotomontaż"?

W Singapurze też byłem. Jak pan będzie kiedyś w Singapurze, to proszę udać się do ogrodu botanicznego...

I co? Oni tam pana pamiętają. Mam się powołać na pana?

Gospodarze nazwali na naszą cześć jedną z orchidei "Orchidea Aleksandry i Leszka Miller".

Jeśli słucha nas ktoś z Singapuru, to proszę to potwierdzić. Bo ja nie jestem pewien, czy można ufać politykom.

Czy te oczy mogą kłamać?

To będzie pytanie do referendum. Ale do tego wrócimy oczywiście. Natomiast, jak pan na to patrzy tak serio.

Uważam, że stała się rzecz istotna i ważna, choć oczywiście dalszy ciąg jest pod znakiem zapytania. Ale trzeba podziwiać odwagę zarówno prezydenta Trumpa, jak i przywódcy Korei Północnej, bo pewnie jeden i drugi będą mieli z tego powodu różne wewnętrzne problemy.

Mają w każdym razie sporo do stracenia. Odważna decyzja, jak pan mówi. Czego się pan spodziewa w dalszej perspektywie?

Mogę powiedzieć, czego chciałbym się spodziewać - przede wszystkim, żeby ruszył proces atomowego rozbrajania Korei Północnej. I to jest, jak rozumiem, główny cel Amerykanów. Ale z doświadczenia wiemy, że to jest długi i trudny proces. Trzeba przyjąć harmonogram, określić, jakie rodzaje broni powinny być w pierwszej kolejności niszczone. Pamiętam sytuację z Ukrainy, kiedy rozpadł się Związek Radziecki i wtedy niepodległa Ukraina nagle stała się trzecim mocarstwem nuklearnym na świecie. Część broni pojechała do Rosji, część została zniszczona. Amerykanom wtedy też bardzo na tym zależało. Zainwestowali w ten proces 500 mln dolarów, więc nie tak dużo.

Swoją drogą to głupki, mogli trzymać tę broń atomową, teraz Rosjanie mieliby pewien kłopot. Ale to inna sprawa. 

Ale świat się bał, że ta broń powędruje nie tam, gdzie powinna być.

To prawda, przy prywatyzacji niejeden by sobie kupił.

Organizacje terrorystyczne i tak dalej.

Czy wybiera się pan do Parlamentu Europejskiego? 

Pan już mnie o to pytał.

Tak, ale uwaga - jest teraz nowa propozycja na stole. Lista Tuska. To ma być takie "The best of". To pan by się chyba załapał.

Ale wie pan, że Donald Tusk, jak Sfinks, milczy w tej sprawie i nie wydał żadnego oświadczenia.

Sfinks milczy, bo z kamienia. Być może Donald Tusk się w końcu kiedyś poruszy.

Być może to jest takie political fiction.

Ale jakie fajne. 

Robi wrażenie, bo czytałem, chyba w "Rzeczpospolitej", taki sondaż - czterdzieści parę procent Polaków przyjęło tę wiadomość z entuzjazmem.

Ja jestem w tym gronie. Zawsze każda nowa inicjatywa budzi we mnie entuzjazm. Wiem, jak one kończą, ale to nieważne. Tak poważnie - wybiera się pan tam? Czy pan ciągle wierny lewicy?

Panie redaktorze, na ten temat rozmawialiśmy. Na razie nigdzie się nie wybieram, poza tym jestem związany z SLD, ale bardzo mnie interesuje, czy premier Tusk bierze taką ewentualność pod uwagę, więc z napięciem oczekuję oświadczenia w tej sprawie.

O SLD i lewicę będę pana, ale uwaga - mam teraz do pana taką serdeczną prośbę. Czy mógłby się pan troszeczkę pochylić? Tak jak ja teraz.

Nad czym?

Pochylić, czy mógłby się pan pochylić?

Już się pochylam.

Bo to prezydent prosił, żeby się pochylić. Prezydent Andrzej Duda prosił, żeby się pochylić nad jego pytaniami o referendum. Myśmy się już pochylili...

Ja już się wyprostowałem, bo nie zamierzam brać udziału w tym referendum.

Przewidziałem tę odpowiedź, dlatego teraz panu zrobię referendum, nie ma pan specjalnie wyjścia, bo zablokowaliśmy drzwi do studia.

Panie redaktorze, ja znam te pytania. Jedno z nich uważam za istotne. To znaczy za takie, które rzeczywiście wymagałoby poważnego podejścia. Jedno. To jest to pytanie, gdzie pan prezydent pyta, czy naród uważa, iż jego kompetencje dotyczące zwierzchnictwa nad armią i udziału w polityce zagranicznej powinny być zwiększone. Bo to jest rzeczywiście istotny problem, ale nie w takiej postaci powinno to być rozstrzygane.

Mnie brakuje kolejnych pytań, np. o karty pływackie, czy te oczy mogą kłamać...

Nie ma pytania, czy należy utrzymać czas letni, czy przejść na zimowy.

O właśnie. I to jest fundamentalne pytanie...

A wie pan, jakie na czasie byłoby pytanie, czy jesteśmy za tym, żeby Polska grała na każdym mundialu, każda polska reprezentacja oczywiście?

Pan mi uniemożliwia wypełnienie moich obywatelskich obowiązków...

Próbuję pana odciągnąć od tego zamiaru, który jest pana fanaberią - szczerze mówiąc.

To nie moja, ja się nie nazywam Andrzej Duda, pan mnie z kimś myli. Teraz to jest poważna sprawa, jesteśmy w największej rozgłośni w Polsce, przede mną premier, były, bardzo ważny polityk, a ja tu mam na kartce poważne pytania.

Ale poważni ludzie nie powinni zajmować się tymi pytaniami...

Uniemożliwił mi pan przeprowadzenie referendum.

Dlatego że mam nadzieję, że to referendum albo się w ogóle nie odbędzie, bo Senat nie wyrazi na to zgody.

W tej sytuacji chociaż kilka wybranych pytań. Na przykład, czy jest pan za konstytucyjnym zagwarantowaniem członkostwa Polski w Unii Europejskiej? Można odpowiedzieć "tak" lub "nie".

To pytanie nie ma sensu, dlatego że jeżeli na przykład Unia Europejska zmieni nazwę, to co -trzeba będzie zmieniać konstytucję?

Bardzo przepraszam, ale pan pójdzie tam teraz z długopisem i będzie pisał: "To pytanie nie ma sensu"?

No oczywiście, że tak. Proszę następne.

Nie ma następnych pytań, bo na wszystkie pan tak odpowie. No dobrze, to może jeszcze jedno wybiorę. O, to bardzo dobre, to się panu może spodobać. Czy jest pan za wzmocnieniem w konstytucji pozycji rodziny z uwzględnieniem obok macierzyństwa także ojcostwa? I dziadkowstwa - ja dodam?

Ale to znaczy, że ojciec miałby karmić piersią, żeby wzmocnić swoją pozycję?

W konstytucji można wszystko napisać.

Skreślmy to pytanie, jedźmy dalej.

Nie, w ten sposób się nie będziemy bawić. W takim razie ja zadaję inne pytanie. Prezydent chciałby zapisać 500 plus do konstytucji, a ja zadam pytanie - czy panu się podoba pomysł 300 plus, już nie w referendum?

Podoba mi się, pod warunkiem, że to byłaby pomoc punktowa. To znaczy, że te pieniądze trafiałyby do tych rodzin, które żyją w trudniejszych warunkach, bo tak sobie wyobrażam, że dla rodzin dobrze uposażonych te 300 zł jest niepotrzebne.

Pewnie łatwiej dać każdemu, niż kombinować z zaświadczeniami.

Ale sprawiedliwie nie znaczy równo.

Dlatego ja powinienem dostać więcej niż pan.

Bardzo proszę, pan ma dużą rodzinę, ja mam małą, więc oczywiście z tego punktu widzenia ma pan rację. Chętnie panu odstąpię swoją gażę.

Ostatnie bardzo ważne pytanie - czy pan kiedyś doklejał sobie brwi?

Nie, nigdy sobie nie doklejałem brwi, ale wiem, że kobiety sobie doklejają, albo sobie taką specjalną nie szminką, tylko takim ołówkiem czarnym, czernią.

Kto będzie kandydatem SLD na prezydenta Warszawy? Miller: Czarny koń nie dobiegł jeszcze do mety

"Nie wiem, kto będzie kandydatem Sojuszu Lewicy Demokratycznej na prezydenta Warszawy" - mówił w internetowej części Porannej rozmowy w RMF FM Leszek Miller. Dodał: "Przewodniczący Czarzasty mówił, że czarny koń galopuje, ale czarny koń nie dobiegł jeszcze do mety". "Nie potrafię powiedzieć, dlaczego akurat szeroko rozumiana lewica ma takie problemy ze współpracą w Warszawie" - posumował przedwyborcze manewry w stolicy były szef SLD. Przypomniał, że z niewiadomych powodów zawsze tak było.