Fotograf Ron Risman udał się na wschodnie wybrzeże USA, aby zrobić niezwykłe zdjęcie fal rozbijających się o latarnię morską Whaleback Light w stanie Maine. Nie spodziewał się jednak, że znajdzie później w sieci bliźniacze zdjęcie innego fotografa, zrobione dokładnie w tym samym momencie.

Zrobili zdjęcie w tym smym momencie. Zdj. ilustracyjne / Rafał Guz /PAP

Ron Risman decydował się na wykonanie fotografii z parku Great Island Common. Latarnia oddalona jest od tego miejsca o 0,8 mili, czyli około 1200 metrów. Po dotarciu na miejsce wyjął aparat i obiektyw oraz ustawił statyw.

Przez 45 minut zrobił wiele zdjęć falom uderzającym o latarnię. Po powrocie do domu wybrał zaledwie trzy, które jego zdaniem były najlepsze. Wrzucił je na Instagrama.

Jedną z fotografii - za jego zgodą - opublikowała na swoim profilu na Facebooku lokalna telewizja. W poście gwałtownie rosła liczba polubień, udostępnień i komentarzy. W jednym z nich pojawiły się jednak oskarżenia wobec Rona. Twierdzono, że ukradł zdjęcie innemu fotografowi pochodzącemu z Nowej Anglii - Ericowi Gendonowi.

Mężczyzna udowodnił, że opublikowane przez telewizję zdjęcie należy do niego. Mimo wszystko postanowił przejrzeć sieć w poszukiwaniu zdjęcia, które rzekomo "ukradł". W pewnym momencie przeżył szok. Znalazł fotografię, która wyglądała niemalże tak samo, była wykonana w tej samej milisekundzie, zgadzały się także położenie oraz perspektywa.

Fotografowie nawiązali kontakt i dokonali szczegółowej analizy swoich prac. Różnice były tak drobne, że na pierwszy rzut oka nie można byłoby ich zidentyfikować.

Zdumiewające było to, że cała sytuacja została niezaplanowana. Mężczyźni nie znali się wcześniej, a miejsca, z których wykonywali zdjęcia, zostały wybrane przypadkowo. Znajdowali się 28 metrów od siebie. Dodatkowo zjawisko, które uwiecznili, było w ciągłym ruchu. Taka sytuacja zdarza się niezwykle rzadko. Jak sam przyznał na swoim Facebooku Eric Gendon - jedna na milion.

(ł)