"Szok, płacz, krzyki i ludzie leżący na ziemi" - tak o wczorajszym ataku w Nicei mówi Aleksander Tagori, mieszkający w tym mieście Polak. W rozmowie z dziennikarką RMF FM Katarzyną Sobiechowska-Szuchtą opisał chwile grozy, jakie przeżyli przebywający na miejscu ludzie.

Zdjecie z miejsca zdarzenia //OLIVIER ANRIGO /PAP/EPA

Posłuchaj relacji pana Aleksandra

Mam koleżankę, która skoczyła o włos od tej ciężarówki i kolegę, który to widział 100 metrów dalej - mówił Aleksander.

Kierowca jechał 40 km/h i w ogóle ludzie nie widzieli tego. W ogóle nic nie widzieli, ponieważ była końcówka pokazu fajerwerków. Większość ludzi nie widziała nawet tej ciężarówki jak przejeżdżała i po prostu wszystkich gniotła. Kolega publikował nagranie po fakcie, jak już ciężarówka się zatrzymała, jak ludzie są na podłodze. Koleżanka była w kompletnym szoku, cała się trzęsła i przy telefonie płakała, bo nigdy czegoś takiego nie było w Nicei - dodał nasz rozmówca.

W krwawej masakrze w Nicei zginęły co najmniej 84 osoby zginęły, a wiele zostało rannych. Podczas obchodów Dnia Bastylii ciężarówka wjechała w tłum ludzi. "Atak ten miał charakter terrorystyczny" - oświadczył prezydent Francois Hollande. Zamachowcem, był 31-letni mężczyzna urodzony w Tunezji - poinformowała francuska policja. Mężczyzna był znany służbom bezpieczeństwa. Został zastrzelony przez policjantów.

(abs)