Rzecznik premier Theresy May zaprzeczył doniesieniom medialnym, według których osoby, które przyjadą do Wielkiej Brytanii po formalnym rozpoczęciu negocjacji ws. wyjścia z Unii Europejskiej, miałyby być pozbawione automatycznego prawa pobytu.

Theresa May /PAP/EPA/RASIT AYDOGAN /PAP/EPA

Podczas popołudniowego spotkania z mediami szef służb prasowych premier podkreślił, że dopóki nie dojdzie do porozumienia pomiędzy Londynem i 27 stolicami państw członkowskich w sprawie przyszłych praw obywateli Unii Europejskiej w Wielkiej Brytanii i Brytyjczyków na kontynencie, nie należy spodziewać się wprowadzenia żadnej daty granicznej, która wpływałaby na status migrantów.

Jednocześnie rzecznik przypomniał, że premier May wielokrotnie sugerowała, że sprawa przyszłych praw obywatelskich "powinna być traktowana jako priorytetowa i rozwiązana tuż po tym, gdy rozpoczną się negocjacje z innymi państwami członkowskimi".

Według opisanych w poniedziałkowym wydaniu dziennika "Telegraph" rządowych planów, nowi migranci, którzy wjadą do Wielkiej Brytanii po spodziewanej na drugą połowę marca formalnej notyfikacji chęci wyjścia Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej, mieliby zostać objęci przyszłymi zmianami imigracyjnymi (w tym ewentualnie wizami) oraz mieć ograniczony dostęp do zasiłków i świadczeń socjalnych.

Premier May zapowiadała wielokrotnie, że planuje formalne rozpoczęcie dwuletnich negocjacji w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z UE przed końcem marca br. Do uruchomienia procedury niezbędna jest zgoda parlamentu - właściwa ustawa jest obecnie rozpatrywana przez Izbę Lordów i według rządowych planów powinna zostać uchwalona najpóźniej w drugim tygodniu marca.

(az)