​Indyjskie wojsko poszerzyło obszar poszukiwań samolotu sił powietrznych, który w piątek zniknął z radarów z 29 osobami na pokładzie. Maszyna leciała z Madrasu na będące indyjskim terytorium związkowym wyspy Andamany i Nikobary.

ZDJ. ILUSTRACYJNE /AA/ABACA /PAP/EPA

Operacja jest kontynuowana, chociaż warunki pogodowe nie są dobre. Poszukiwania nie zakończą się - powiedział agencji EFE rzecznik sił powietrznych Anupam Banerjee.

Przyznał, że akcja stanowi wyzwanie. W rejonie, w którym jest ona prowadzona, szaleje bowiem monsun, któremu towarzyszą silne opady. Widoczność jest słaba, a morze wzburzone - wynika z ostatniego raportu ministerstwa obrony. Ponadto w miejscu, w którym utracono kontakt z samolotem transportowym An-32, Ocean Spokojny ma głębokość ok. 3,5 tys. metrów.

Indyjski minister obrony Manohar Parrikar udał się w sobotę do Madrasu, na południu Indii, by osobiście nadzorować operację poszukiwawczą.

W akcji bierze udział 19 okrętów, 12 samolotów, pięć śmigłowców i łódź podwodna.

Maszyna An-32 wyleciała w piątek o godz. 8.30 lokalnego czasu (godz. 5 w Polsce) z Madrasu i ok. godz. 11.30 miała wylądować w Port Blair, na południowo-wschodnim wybrzeżu wyspy Andaman Południowy. Jednak ok. 300 km na wschód od Madrasu utracono kontakt z samolotem, gdy leciał na wysokości ok. 7 tys. metrów.

Na pokładzie było sześciu członków załogi, 15 członków sił powietrznych, wojska, marynarki wojennej i straży przybrzeżnej oraz ośmiu cywilów, zatrudnionych przez indyjską armię.

Armia ta dysponuje ok. stu samolotami marki Antonow, produkcji radzieckiej; wypadki lotnicze nie są rzadkością w indyjskim wojsku.

Do jednego z najpoważniejszych doszło w grudniu 2015 roku, gdy niewielki samolot indyjskiej straży granicznej rozbił się tuż po starcie z lotniska w Delhi. Zginęło 10 osób.

(az)