Liczba ofiar wtorkowej katastrofy w kopalni węgla w Somie, na zachodzie Turcji, wzrosła do 301. Ekipy ratunkowe kończą pracę po odnalezieniu ciał ostatnich dwóch górników, którzy zginęli - poinformował turecki minister energetyki Taner Yildiz.

Starcia po śmierci blisko 300 górników

Turecka policja rozproszyła za pomocą gazu łzawiącego i działek wodnych 10-tysięczną demonstrację w Somie na zachodzie kraju. Jej uczestnicy obwiniali rząd o wtorkową katastrofę w miejscowej kopalni węgla brunatnego, w której zginęło ok. 300 górników. czytaj więcej

W nocy wydobyto kolejnych 15 ciał. Przez pewien czas pożar uniemożliwiał dotarcie do nich.

Yildiz poinformował, że jeśli rodziny ofiar potwierdzą, iż odnaleziono wszystkie ciała, operacja ratunkowa zostanie zakończona.

Była to najtragiczniejsza katastrofa górnicza w dziejach Turcji. Wyprzedziła pod względem liczby ofiar śmiertelnych wybuch gazu w kopalni węgla kamiennego w pobliżu portowego miasta Zonguldak nad Morzem Czarnym w 1992 roku, kiedy to zginęły 263 osoby. Katastrofy na podobną skalę w światowym przemyśle wydobywczym nie notowano od grudnia 1975 roku, gdy wybuch i wtargnięcie wody uśmierciły 372 ludzi w kopalni węgla kamiennego w stanie Jharkhand na północnym wschodzie Indii.

Fala protestów w całym kraju

Katastrofa wywołała falę protestów w całym kraju. Demonstrujący Turcy oskarżają właścicieli kopalni o zaniedbywanie reguł bezpieczeństwa, by zmaksymalizować zyski oraz rząd premiera Recepa Tayyipa Erdogana. Zarzuca mu się utrzymywanie zbyt bliskich więzi z magnatami przemysłu górniczego, a także pozbawione współczucia i wrażliwości reakcje na tragedię w Somie.

W nocy demonstranci starli się policją w położonym na zachodzie Izmirze. Około 40 osób zostało zatrzymanych - podał dziennik "Hurriyet".

Demonstrowano też w Stambule. Jak komentuje Reuters - fakt, że w Somie w piątek policja użyła wobec protestujących armatek wodnych i gazu łzawiącego rozsierdził jeszcze krytyków Erdogana i jego gabinetu.

Oponenci autorytarnego premiera zarzucają mu też, że podczas prywatyzacji państwowych zakładów przekazał kopalnie biznesmenom, którzy mieli właściwe koneksje polityczne, za to skąpili środków na zabezpieczenia, by podnieść rentowność wydobycia węgla.

Tureckie media twierdzą, że przed kilku tygodniami parlament kraju odrzucił propozycję powołania komisji w celu zweryfikowania bezpieczeństwa w tureckich kopalniach. Wnioski złożyły trzy partie opozycyjne, ale odrzuciła je Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) Erdogana.

(mal)