Blisko 200 krajów konwencji klimatycznej ONZ przyjęło w Paryżu porozumienie, które ma zatrzymać globalne ocieplenie na poziomie "znacznie poniżej 2 stopni Celsjusza". To pierwsza w historii umowa klimatyczna o takim zasięgu.

Uczestnicy szczytu klimatycznego COP21 w Paryżu, /PAP/Radek Pietruszka /PAP

Paryskie porozumienie zostało przyjęte - oświadczył wieczorem przewodniczący COP21, szef francuskiej dyplomacji Laurent Fabius. Wybuchły gromkie oklaski, później Fabius stuknął zielonym młoteczkiem.

Celem globalnej umowy "jest utrzymanie wzrostu globalnych średnich temperatur na poziomie znacznie poniżej 2 stopni Celsjusza ponad poziom przedindustrialny i kontynuowanie wysiłków na rzecz ograniczenia wzrostu temperatur do 1,5 stopnia".

Aby osiągnąć ten długoterminowy cel, strony będą dążyć do osiągnięcia szczytu emisji gazów cieplarnianych "tak szybko jak to możliwe", uznając, że zabierze to więcej czasu krajom rozwijającym się. Potem kraje mają dążyć do zrównoważenia w 2. połowie wieku emisji gazów cieplarnianych z ich usuwaniem, w tym pochłanianiem.

Prezydent USA Barack Obama nazwał zawarte w sobotę w Paryżu światowe porozumienie klimatyczne "wielkim" osiągnięciem. We wpisie zamieszczonym na Twitterze wychwalał amerykańskie wysiłki w tym celu. "To coś wielkiego. Prawie każdy kraj na świecie właśnie podpisał się pod paryskim porozumieniem w sprawie zmian klimatycznych" - podkreślił Obama, dodając, że stało się to "dzięki amerykańskiemu przywództwu".