W Paryżu rozpoczął się szczyt klimatyczny ONZ. W kuluarach konferencji spotkali się prezydenci Rosji i USA - Władimir Putin i Barack Obama. Rozmowa odbyła się za zamkniętymi drzwiami. Tymczasem podczas inauguracji głos zabrała kanclerze Merkel, która nawoływała do pomocy kraje rozwinięte do wsparcia najbiedniejszych.

Barack Obama /STEPHANE MAHE / POOL /PAP/EPA

Najbiedniejsze kraje muszą mieć zapewnioną możliwość uzyskania zrównoważonego rozwoju i w tym celu należy przekazać im odpowiednie środki - powiedziała kanclerz Niemiec Angela Merkel podczas inauguracji szczytu klimatycznego ONZ w Paryżu.

Musimy objąć prowadzenie - emisje z przeszłości zostały wygenerowane przez nas i spowodowane przez nas. Musimy więc być w awangardzie postępu technologicznego, by zredukować emisje w przyszłości i by umożliwić krajom rozwijającym się uzyskać tę redukcję - mówiła Merkel do zgromadzonych przywódców.

Podkreśliła, że podczas paryskiej konferencji kraje rozwinięte muszą pokazać, że spełnią obietnice i zapewnią 100 mld dolarów rocznie do 2020 r. (na walkę ze zmianą klimatu i na technologie - red.) oraz że zrobią to w "zrównoważony" sposób. Dodała, że Niemcy w porównaniu do 2014 r. podwoją do 2020 r. swoje publiczne finansowanie.

Według niemieckiej kanclerz nowa globalna umowa klimatyczna ONZ powinna być "wiążąca", podobnie jak mechanizm rewizji co pięć lat. Ambitna, obszerna, uczciwa i wiążąca - taka powinna być globalna umowa. To kwestia nie tylko konieczności środowiskowej, ale też ekonomicznego zdrowego rozsądku - podsumowała.

Niemcy mają zamiar zapewnić swój wkład, byśmy wszyscy mieli dobrą przyszłość - zapewniła Merkel.

Obama o "nowym układzie"

Komentatorzy zwrócili uwagę, że określenia "wiążąca umowa" nie użył w swoim wystąpieniu prezydent USA Barack Obama. Zapowiedział natomiast "nowy wkład" USA w inicjatywy pomagające w odbudowaniu populacji, które padły ofiarą klęsk związanych ze zmianami klimatu.

Przybyłem tu osobiście jako lider największej na świecie gospodarki i drugi największy emitent, by powiedzieć, że USA nie tylko uznają swoją rolę w tworzeniu tego problemu, ale też odpowiedzialność, by coś z tym zrobić - oświadczył Obama.

Wezwał przywódców, by powtórnie potwierdzili zobowiązanie, że "będą środki dla krajów", które zechcą wziąć udział w zakończeniu "brudnej" fazy rozwoju. I wiem, że to nie będzie łatwe, to będzie wymagało zobowiązania na rzecz innowacji - powiedział.

Zapewnijmy też, że środki popłyną do krajów, które potrzebują pomocy. Nie możemy dłużej uniknąć następstw zmiany klimatu - dodał. - Ameryka potwierdza swoje zaangażowanie na rzecz najsłabiej rozwiniętych krajów (...) i jutro zadeklarujemy nowy wkład na rzecz inicjatyw ograniczających ryzyko, które pomogą odbudować się wrażliwym populacjom po klęskach związanych ze zmianami klimatu - zapowiedział Obama.

Jednocześnie zwrócił uwagę na wzrost gospodarczy USA. Udowodniliśmy, że silny wzrost gospodarczy i bezpieczniejsze środowisko nie muszą już stać w konflikcie. Mogą współgrać i to powinno dać nam nadzieję - powiedział Obama.

Putin face to face z Obamą

Wcześniej natomiast prezydent Władimir Putin zadeklarował, że do 2030 roku Rosja zmniejszy emisję gazów cieplarnianych do 70 proc. w stosunku do roku 1990.

Następnie Putin spotkał się z prezydentem USA Barackiem Obamą. Przywódcy rozmawiali o wojnie w Syrii i sytuacji na Ukrainie - podał przedstawiciel Białego Domu. Według Kremla spotkanie trwało 30 minut.

Jak przekazał przedstawiciel Białego Domu, Obama powiedział Putinowi, że częścią porozumienia politycznego w sprawie zakończenia konfliktu w Syrii musi być oddanie władzy przez prezydenta Baszara el-Asada.

Amerykański przywódca podkreślił też, że konieczne jest dyplomatyczne rozwiązanie kryzysu na Ukrainie. Obama dodał, że sankcje wobec Rosji mogą być cofnięte, gdy Moskwa będzie przestrzegać porozumień z Mińska.

(abs)