​Administracja prezydenta Donalda Trumpa z większą pieczołowitością przestrzega zasad przyznawania wiz biznesowych H-1B - wynika z analizy danych nadzorującej ten program agencji rządowej USCIS, tj. amerykańskiej służby ds. obywatelstwa i imigracji. Od objęcia urzędu prezydenta przez Donalda Trumpa 20 stycznia b.r. do sierpnia co najmniej 25 procent podań o przyznanie wizy H-1B, wydawanej obcokrajowcom posiadającym kwalifikacje, na które jest zapotrzebowanie w USA, zostało odesłanych z powrotem do aplikantów z poleceniem uzupełnienia dokumentacji. Przed zaprzysiężeniem Trumpa takich podań nigdy nie przewyższał 20 proc. - pisze w poniedziałek "The Wall Street Journal".

Sekretarz stanu USA Rex Tillerson i prezydent USA Donald Trump /KEVIN DIETSCH / POOL /PAP/EPA

Nagminnie, zdaniem prawników reprezentujących wielkie firmy sektora IT takie jak Apple, Microsoft, Yahoo, Google czy Intel Co., a zajmujących się zagadnieniami migracji, odrzucane są podania programistów, dawniej uważanych za przedstawicieli profesji szczególnie poszukiwanej w USA.

Donald Trump wielokrotnie krytykował program wizowy H-B1 argumentując, że jest on pretekstem dla międzynarodowych amerykańskich korporacji do zatrudniania gorzej płatnych obcokrajowców w miejsce Amerykanów posiadających te same albo i wyższe kwalifikacje.

Wśród różnych rozważanych obecnie w Kongresie i w Białym Domu projektów zmiany tego programu wymienia się zazwyczaj zmniejszenie rocznej kwoty wiz tego typu, podwyższenie minimalnej płacy osób zatrudnionych na podstawie wizy H-1B z obecnych 60 tys. dolarów rocznie do 90 tys. USD rocznie (taką podwyżkę zaaprobowała jedna z komisji Izby Reprezentantów w ub. tygodniu), wprowadzenie utrudnień dla rodzin posiadaczy wizy H-1B w otrzymaniu czasowych wiz na pobyt w USA, w końcu zaś - likwidację samego programu.

Jednak mimo zapowiedzi radykalnych zamian, a nawet groźby likwidacji programu, administracja Trumpa nie przedstawiła w Kongresie projektów odpowiednich ustaw. Zaczęła natomiast bardziej rygorystycznie egzekwować istniejące zasady wydawania wiz H-1B.

"Wydaje się, że celem administracji jest przyhamowanie bądź całkowite wstrzymanie tego procesu. Tak, aby osiągnąć redukcję legalnej imigracji nie poprzez ustawy, ale poprzez rygorystyczne przestrzeganie istniejącego prawa" - powiedział Ben Johnson, dyrektor wykonawczy Amerykańskiego Stowarzyszenia Adwokatów Imigracyjnych cytowany na łamach "WSJ" w poniedziałek.

Takie postępowanie USCIS jest zgodne wydanym przez prezydenta Trumpa w kwietniu b.r. rozporządzeniem wykonawczym nazwanym przez administrację "Buy American and Hire American" (Kupuj co amerykańskie, zatrudniaj Amerykanów!).

Osoba ubiegająca się o wizę pracowniczą H-1B oprócz oferty pracy, musi posiadać przynajmniej stopień bakałarza (odpowiadający polskiemu dyplomowi licencjata) lub długoletnie doświadczenie w wykonywaniu "profesji deficytowej na amerykańskim rynku pracy".

Ponieważ program wizowy H-1B - obok programów dla uchodźców i programu łączenia rodzin - jest obecnie praktycznie jedynym programem pozwalającym na otrzymanie prawa stałego pobytu w USA, trudno się dziwić, że zainteresowanych otrzymaniem amerykańskiej wizy pracowniczej jest o wiele więcej niż roczna pula 85 tys. wiz tego typu. Wydawane są one na trzy lata z możliwością ich przedłużenia na kolejne trzy.

W 2016 r. - ostatnim roku, z którego pochodzą miarodajne dane amerykańskiej służby ds. obywatelstwa i imigracji USCIS - najwięcej wiz H-1B otrzymały osoby urodzone w Indiach (56,17 proc.), na drugim miejscu znaleźli się Chińczycy (8,5 proc.), a na trzecim miejscu specjaliści z Korei Południowej (7,2 proc.).

Polacy w roku 2016 -  tak zresztą, jak w poprzednich latach - znaleźli się poza pierwszą dwudziestką narodowości, które otrzymały amerykańskie wizy H-1B.

Zdecydowana większość szczęśliwych posiadaczy tych wiz, bo aż 64,4 proc., otrzymała ofertę zatrudnienia w amerykańskiej branży informatycznej.

(ph)