​Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie przekroczyła swoje uprawnienia w raporcie dotyczącym niedzielnych wyborów parlamentarnych na Węgrzech - ocenił rzecznik frakcji rządzącego Fideszu w parlamencie Gergely Gulyas.

Wybory parlamentarne na Węgrzech / Balazs Mohai /PAP/EPA

Gulyas oświadczył, że zadaniem OBWE nie jest wyrażanie opinii politycznej na temat węgierskiej kampanii wyborczej, a zwłaszcza wchodzenie w spór z partiami rządzącymi, które są przeciwne imigracji.

W opublikowanym w poniedziałek wstępnym raporcie na temat niedzielnych wyborów parlamentarnych na Węgrzech Biuro Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka (ODIHR) OBWE napisało m.in., że "zastraszająca i ksenofobiczna retoryka, stronniczość mediów i nieprzejrzyste finansowanie kampanii zawęziły przestrzeń autentycznej debaty politycznej, osłabiając zdolność wyborców do podjęcia całkowicie świadomego wyboru".

Gulyas, który jest też wiceszefem Fideszu, oznajmił, że odrzucanie imigracji nie jest ksenofobią, tylko instynktem samozachowawczym.

Zwrócił przy tym uwagę, że według raportu ODIHR konstytucyjne podstawowe prawa były w głosowaniu przestrzegane, z czym Fidesz w pełni się zgadza, podobnie jak z innym twierdzeniem - że głosowanie zostało zorganizowane w sposób przejrzysty i profesjonalny.

Według raportu ODIHR na Węgrzech "kampania była ożywiona, ale wroga i zastraszająca retoryka ograniczała przestrzeń rzeczowej debaty i zawężała zdolność wyborców do dokonywania świadomego wyboru. Wszechobecne zazębianie się rządowej informacji z kampanią koalicji rządzącej, a także inne nadużycia środków administracyjnych rozmywały granicę między państwem i partią". 

Organizacja uznała też, że telewizja publiczna spełniła swój obowiązek udostępnienia konkurentom darmowego czasu antenowego, ale jej wiadomości i komentarze ewidentnie sprzyjały rządzącej koalicji.

(ph)