Prezydent Filipin Rodrigo Duterte powiedział w poniedziałek, że chce odwiedzić w tym roku Rosję i Chiny, by nakreślić niezależną politykę zagraniczną swego kraju i "nawiązać sojusze" z tymi państwami, które tradycyjnie rywalizują z USA.

Rodrigo Duterte /KIM TIBLANI /PAP/EPA

Duterte podkreślił, że Filipiny znalazły się w "punkcie bez powrotu" w stosunkach z USA, toteż pragnie on umocnić związki z innymi państwami i wybrał dwie potęgi światowe, z którymi Waszyngton konkuruje na międzynarodowej scenie politycznej.

W minionym tygodniu prezydent Filipin zapowiedział, że wkrótce - i często - będzie odwiedzać Chiny. Reuters przypomina, że stosunki Filipin z Chinami pozostają lodowate z racji wygranej Filipin w lipcu w Trybunale Arbitrażowym w Hadze. (W ramach rozpatrywania pozwu złożonego przez Filipiny Stały Trybunał Arbitrażowy w Hadze uznał za bezzasadne roszczenia Chin do traktowania znacznej części Morza Południowochińskiego jako ich własnej strefy ekonomicznej.).

Duterte oznajmił też, że w Moskwie oczekuje go rosyjski premier Dmitrij Miedwiediew.

Jestem gotów tak naprawdę nie zrywać stosunków (z USA), lecz nawiążemy sojusze z Chinami i Miedwiediewem; oczekuje on mojej wizyty - powiedział Duterte dziennikarzom.

Mam właśnie przekroczyć Rubikon między sobą a USA. To punkt, z którego nie ma powrotu - powiedział Duterte, nie rozwijając wypowiedzi.

Nie jest jasne, czy te jego wypowiedzi wpłyną na stosunki dwustronne - pisze Reuters. Zaznacza, że wojskowi USA i Filipin mieli przeprowadzić w pierwszej połowie października wspólne ćwiczenia.

Duterte zamierza prowadzić niezależną politykę zagraniczną; zdecydowanie odrzuca krytykę swoich rządów ze strony amerykańskich władz oraz oskarża Amerykanów o popełnienie zbrodni w czasach kolonialnych.

W innej wypowiedzi Duterte oznajmił, że ONZ, Unia Europejska i USA będą mieć wolną rękę w zbadaniu zabójstw w ramach walki z przestępczością narkotykową, lecz tylko pod warunkiem, że odbędzie się to zgodnie z filipińskim prawem.

Rodrigo Duterte jest ostro krytykowany przez społeczność międzynarodową za brutalne metody walki z przestępczością narkotykową. Jak wynika z udostępnionych na początku września źródeł policyjnych, od chwili objęcia przez niego prezydentury, czyli od 30 czerwca, filipińska policja zabiła ponad 1000 osób w operacjach wymierzonych w handlarzy narkotyków, a 1894 osoby zostały zamordowane w "niewyjaśnionych okolicznościach".

(az)