Co najmniej kilkuset zwolenników niepodległości Katalonii demonstruje przed sądem w Hospitalet de Llobregat, na przedmieściach Barcelony, żądając uwolnienia członków władz regionalnych. Zatrzymano ich w związku z referendum w sprawie secesji regionu.

Protesty w Barcelonie /ANDREU DALMAU /PAP/EPA

Według działającej na rzecz niepodległości grupy, w proteście bierze udział 2,5 tys. osób. 

Piątkowa demonstracja jest kontynuacją protestu, który odbywał się w czwartek pod Sądem Najwyższym Katalonii w Barcelonie, gdzie zgromadziło się ok. 20 tys. ludzi. Wielu manifestantów pozostało przed gmachem sądu na całą noc. Rozstawiono namioty, między latarniami rozwieszono hamaki. Działacze wzywają, by demonstracje trwały, dopóki urzędnicy nie zostaną wypuszczeni.

Protestujący domagają się m.in. uwolnienia pozostających w aresztach pięciu spośród dwunastu czołowych katalońskich polityków zatrzymanych w środę przez Gwardię Cywilną; są to członkowie najwyższych władz regionalnych, którzy kierowali przygotowaniami do referendum niepodległościowego, zaplanowanego na 1 października.

Rząd Hiszpanii uznaje plebiscyt za nielegalny; Trybunał Konstytucyjny w Madrycie przed dwoma tygodniami zawiesił referendum, uznając je za niezgodne z ustawą zasadniczą.

W środę władze centralne przeprowadziły wielką operację policyjną w Katalonii, rekwirując m.in. urny, 10 mln kart do głosowania oraz druki zaświadczeń dla 45 tys. członków komisji wyborczych, a także przejęły bezpośrednią kontrolę nad finansami autonomicznej administracji katalońskiej.

Hiszpański premier Mariano Rajoy wystąpił w czwartek z apelem telewizyjnym do katalońskich władz regionalnych i wyborców, mówiąc, że "referendum nie może się odbyć, nigdy nie było legalne i zgodnie z prawem jest niemożliwe" do przeprowadzenia.

Mimo tych działań, przemawiając do uczestników czwartkowych demonstracji, wicepremier Katalonii Oriol Junqueras oświadczył, że referendum odbędzie się.

(az)