​Koreański biznesmen, którego rodzina przesłała okup rzekomym porywaczom, został zabity przez filipińską policję tego samego dnia, w którym zaginął - informuje ministerstwo spraw zagranicznych Korei Południowej.

Zdj. ilustracyjne /DENNIS M. SABANGAN /PAP/EPA

Za porwaniem miał stać gang, w skład którego wchodziło kilku oficerów policji. Obywatel Korei Południowej Ji Ick-joo został uprowadzony ze swojego domu w mieście Angelus nieopodal Manili w październiku. Biznesmen pracował w firmie rekrutacyjnej na Filipinach od 2008 roku.

Żona Koreańczyka zapłaciła porywaczom okup w wysokości 100 tysięcy dolarów dwa tygodnie po tym, jak został porwany. Według śledczych mężczyzna był już wtedy martwy - został bowiem zamordowany tego samego dnia, którego został uprowadzony, a jego ciało spalono w krematorium, które należało do byłego policjanta.

Pod koniec października porywacze zażądali kolejnej części okupu. Wówczas żona biznesmena nie była już w stanie zebrać pieniędzy.

Na początku tego tygodnia jeden z członków gangu przyznał się do zabójstwa. To oficer policji. Zaraz po nim zatrzymano dwóch kolejnych. Wszyscy byli członkami specjalnej grupy, która zajmuje się zwalczaniem przestępczości narkotykowej na Filipinach. Śledczy uważają, że gang działał na prostej zasadzie - donosili komendzie, że muszą przeprowadzić operację antynarkotykową, a tymczasem porywali rzekomego "dilera" i żądali okupu od rodziny. 

(az)