W amerykańskich mediach wciąż pojawiają się nowe informacje dotyczące Prince'a. Portal TMZ podaje, że kilka dni przed śmiercią artysta wziął bardzo dużą dawkę leku przeciwbólowego, co mogło przyczynić się do jego zgonu.

Prince na zdjęciu z 2010 roku /PAP/EPA/GUIDO MONTANI /PAP/EPA

Z doniesień medialnych wynika, że po jednym z koncertów Prince przedawkował Percocet i lekarze musieli odtruwać jego organizm, bo życie gwiazdora było zagrożone. 

Percocet to silny lek przeciwbólowy, który artysta miał zażywać z powodu chronicznego bólu biodra. Gwiazdor odczuwał go od lat, ale odmawiał poddania się operacji z powodów religijnych.

Ujawniono też, że kilkanaście godzin przed śmiercią sfotografowano Prince'a wychodzącego z apteki. Nie wiadomo jeszcze, czy realizował tam jakąś receptę.

W piątek przeprowadzono sekcję zwłok artysty. Jej wyniki możemy poznać dopiero za kilka tygodni.

Prince (Prince Rogers Nelson) był innowacyjnym piosenkarzem, kompozytorem, autorem tekstów, grał na gitarze, instrumentach klawiszowych i perkusyjnych. W swej muzyce łączył jazz, funk i disco. Do jego największych przebojów należą: "Purple Rain", "Kiss", "Raspberry Beret", "Little Red Corvette", "Let's Go Crazy" i "When Doves Cry". Zdobył sławę jeszcze w latach 70.; przez dziesięciolecia był jedną z najbardziej nowatorskich i ekscentrycznych postaci na amerykańskiej scenie pop. Wielokrotnie zdobywał nagrody Grammy, w 2004 roku został wprowadzony do Rock and Roll Hall of Fame.

(mn)