Nie znasz rozmiaru biustonosza swojej żony lub koloru jej bielizny? Nie wjedziesz do Wielkiej Brytanii. W ten sposób brytyjscy urzędnicy walczą z fikcyjnymi małżeństwami. Formalny związek umożliwia zdobycie paszportu i osiedlenie się w tym kraju. Dociekliwość urzędów wzbudza jednak kontrowersje – zauważają brytyjskie media.

Dociekliwość brytyjskich urzędników wzbudza kontrowersje /Julie Edwards /PAP

Według wielu Brytyjczyków, pytania o rozmiar biustonosza przekraczają granice zwykłej przyzwoitości. Takie praktyki stosowne są na przykład  w ośrodkach dla imigrantów w Szkocji. Ustalił to specjalny raport, który zajmuje się warunkami, w jakich przetrzymywani są ludzie podejrzani o próbę nielegalnego wjazdu na Wyspy. 

Najbardziej skrytykował postępowanie urzędników  Alistair Carmichael, poseł reprezentujący w Izbie Gmin partię Liberalnych Demokratów. To poniżające - powiedział dziennikarzom - "jestem żonaty od prawie 30 lat i nie wiem jaki rozmiar biustonosza nosi moja  żona".

Raport skrytykował także warunki mieszkaniowe, w jakich przetrzymywani są imigranci oraz ich ograniczony dostęp do opieki medycznej. Zawarcie związku małżeńskiego  z osobą, która jest  obywatelem lub obywatelką Wielkiej Brytanii, to najprostszy sposób na zdobycie prawa stałego pobytu dla osób spoza Unii Europejskiej. Nie staje się to jednak automatycznie, ale po upływie 3 lat i spełnieniu proceduralnych wymogów. W tym okresie służby imigracyjne mogą prowadzić działania mające na celu potwierdzanie autentyczności takiego związku. Odbywa się to podczas wizyt domowych, w których uczestniczą urzędnicy. Mogą oni także skontrolować parę na przykład w momencie przekraczania granicy,  podczas powrotu z wakacji.

(dp)