NATO stoi murem za Turcją po zestrzeleniu przez jej myśliwce rosyjskiego bombowca Su-24. Rada Północnoatlantycka uznała podczas nadzwyczajnego posiedzenia, że rosyjska maszyna naruszyła turecką przestrzeń powietrzną. Jak jednak donosi korespondentka RMF FM Katarzyna Szymańska-Borginon, w czasie posiedzenia pojawiły się również głosy z negatywną oceną działania Turcji.

Rosyjski Su-24 /HABERTURK TV CHANNEL /PAP/EPA

Według nich, Ankara mogła wykazać więcej cierpliwości, a rosyjski samolot mógł być na przykład eskortowany. W apelach do Turcji o zachowanie spokoju również wyczuwalna jest nuta krytyki.

Jak jednak zauważa nasza dziennikarka, palcem wskazywana jest oczywiście Rosja. Sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg podkreślił po nadzwyczajnym spotkaniu ambasadorów państw Sojuszu w Brukseli, że informacje od innych państw członkowskich NATO ws. incydentu są zbieżne z informacjami przekazanymi przez Turcję, która twierdzi, że rosyjski bombowiec naruszył jej przestrzeń powietrzną.

Stoltenberg przypomniał, że już wcześniej wyrażał obawy przed konsekwencjami działań militarnych Rosji w pobliżu granicy NATO. Jego zdaniem, incydent potwierdza, że konieczne są uzgodnienia, które pozwolą na zapobieganie takim sytuacjom w przyszłości. Według niego, Sojusz prowadzi obecnie dyskusje, jak poprawić przejrzystość działań.

Stoltenberg podkreślił również, że NATO "jest solidarne z Turcją i wspiera jej integralność terytorialną".

Szef Sojuszu zaznaczył ponadto, że "wspólnym wrogiem" zarówno dla Rosji, jak i Zachodu powinno być Państwo Islamskie. Cieszyłbym się z każdych starań, by zwalczyć ISIS. Ważne, byśmy wszyscy - także Rosja - kierowali się tym celem. Widzieliśmy, że dotychczas większość rosyjskich ataków była wymierzona w cele położone w miejscach, gdzie ISIS nie jest obecne - zwrócił uwagę.

To poważna sytuacja, która wymaga od wszystkich rozwagi - mówił również Stoltenberg. Oczekuję dalszych kontaktów pomiędzy Ankarą a Moskwą i apeluję o spokój i deeskalację. Dyplomacja i deeskalacja są bardzo ważne, aby móc rozwiązać tę sytuację - podkreślał.

O zwołanie pilnych konsultacji Rady Północnoatlantyckiej zwróciła się Turcja. Jej myśliwce zestrzeliły we wtorek rano przy granicy z Syrią rosyjski samolot wojskowy. Władze w Ankarze twierdzą, że był on wielokrotnie ostrzegany, że narusza przestrzeń powietrzną Turcji. Tureckie wojsko podało, że taki komunikat przekazany był rosyjskim pilotom 10 razy w ciągu pięciu minut.

Rosja utrzymuje natomiast, że jej maszyna nie opuściła przestrzeni powietrznej Syrii. Według ministerstwa obrony w Moskwie, bombowiec został zestrzelony, gdy wracał do bazy lotniczej Hmejmim w pobliżu syryjskiej Latakii.

Prezydent Władimir Putin nazwał zestrzelenie maszyny "ciosem zadanym Rosji w plecy przez popleczników terroryzmu".

Barack Obama: Turcja ma prawo do obrony swojego terytorium

Do incydentu odnieśli się również na wspólnej konferencji prasowej w Waszyngtonie prezydenci USA i Francji - Barack Obama i Francois Hollande. Obama podkreślił, że Turcja - jak każde państwo - ma prawo do obrony swojego terytorium i swojej przestrzeni powietrznej. Zaznaczył też, że w tej chwili najważniejsza dla niego sprawa to upewnienie się, że nie dojdzie do eskalacji konfliktu.

W podobnym tonie wypowiadał się Francois Hollande.

(edbie)