Polska po raz kolejny na własne życzenie jest nieobecna tam, gdzie decyduje się o polityce międzynarodowej. Nikt z polskich władz nie pojawił się na największej corocznej konferencji bezpieczeństwa, która właśnie rozpoczyna się w Monachium.

Do Niemiec przyjechali wszyscy wielcy tego świata, z prezydentem Rosji Władimirem Putinem włącznie. Polskę miał reprezentować Radosław Sikorski, ale stracił stanowisko ministra obrony. Teraz MON twierdzi, że nie było możliwe, aby w Monachium pojawił się nowy minister Aleksander Szczygło.

Polska nie będzie reprezentowana na prestiżowym Forum Ekonomicznym w Davos. Nie pojedzie tam ani premier, ani prezydent; nie będzie też ministra finansów i nowego szefa banku centralnego. czytaj więcej

Nieobecność przedstawicieli Polski w Monachium pokazuje, jak kuleje nasza polityka międzynarodowa. Skandalem jest również to, że na konferencję miał jechać tylko jeden minister, gdy np. delegacja amerykańska liczy kilkudziesięciu polityków.

Nie ma żadnego wytłumaczenia na to, że nie ma nas w Monachium – mówi Maria Wągrowska z Centrum Stosunków Międzynarodowych. Gdybyśmy prowadzili bardzo dobrą politykę zagraniczną, to byśmy byli w Monachium. Nie ma większej, bardziej znaczącej konferencji europejskiej jak ta - podkreśla.

W czasie konferencji mieliśmy brać udział w debacie o Bliskim Wschodzie, gdzie – jak wiadomo – stacjonują polscy żołnierze. Radosław Sikorski miał rozmawiać m.in. ministrem obrony Izraela. Ale w Monachium najważniejsze są kuluary i nieformalne rozmowy… bez Polaków tym razem.