Zarzucanie przez Turcję Holandii, Niemcom czy innym krajom UE nazizmu jest skandaliczne - ocenił przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker. Szef Rady Europejskiej Donald Tusk podkreślił, że UE jest solidarna z Holandią.

Jean-Claude Juncker i Donald Tusk /OLIVIER HOSLET /PAP/EPA

To skandaliczne, co w Turcji zarzuca się Holandii, Niemcom i innym. Nigdy nie zaakceptuję porównań z nazizmem - oświadczył Juncker w Parlamencie Europejskim w Strasburgu. Dodał, że jego kraj, Luksemburg, był okupowany przez nazistów w czasie II wojny światowej.

Społeczeństwo cierpiało, mój ojciec musiał walczyć w armii hitlerowskiej. Jest nie do zaakceptowania, gdy porównuje się współczesną sytuację z nazizmem - powiedział Juncker, odnosząc się do wypowiedzi prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana i innych przedstawicieli tureckich władz. Wydaje się, że ktoś oddala się od UE. To przecież nie Unia Europejska chce wstąpić do Turcji, ale odwrotnie - dodał Juncker

Z kolei Tusk przypomniał, że Rotterdam, gdzie w miniony weekend doszło do starć miedzy tureckimi demonstrantami a policją, ucierpiał w czasie wojny z rąk nazistów. Przypomniał, że to miasto Erazma, niderlandzkiego filozofa, humanisty. Jeżeli dziś ktoś widzi faszyzm w Rotterdamie, jest całkowicie oderwany od rzeczywistości - powiedział Tusk.

Europa to Holandia, Holandia to Europa, to miejsce demokracji i wolności. Rotterdam to miasto Erazma, które naziści zniszczyli. Wszyscy jesteśmy solidarni z Holendrami. Jesteśmy Europejczykami - powiedział Tusk.

Napięcia między Holandią a Turcją rozgorzał, gdy władze holenderskie zakazały udziału przedstawicieli rządu w Ankarze w wiecach w Holandii w ramach kampanii przed referendum konstytucyjnym w Turcji. W tym zaplanowanym na 16 kwietnia plebiscycie ma zapaść decyzja w sprawie zmiany ustroju Turcji z parlamentarno-gabinetowego na prezydencki.

W weekend władze Holandii nie udzieliły zgody na lądowanie w Rotterdamie samolotu z szefem tureckiego MSZ Mevlutem Cavusoglu, zaś turecka minister ds. rodziny i polityki społecznej Fatma Betul Sayan, która przybyła na wiec do Rotterdamu mimo jego odwołania, została eskortowana przez holenderską policję do granicy z Niemcami.

Wydarzenia te doprowadziły do ostrego konfliktu dyplomatycznego. Prezydent Turcji nazwał Holandię "republiką bananową" i krajem "niedobitków nazizmu", zapowiadając, że kraj ten "zapłaci cenę i nauczy się, czym jest dyplomacja".

Na początku marca Erdogan w podobny sposób krytykował Niemcy, gdzie władze ze względów bezpieczeństwa także nie wydały zezwolenia na udział tureckich polityków w wiecach na terenie Niemiec.

Niemcy, nie macie nic wspólnego z demokracją i powinniście wiedzieć, że wasze obecne działania niczym się nie różnią od okresu nazistowskiego - powiedział prezydent na niedawnym wiecu w Stambule. Myślałem, że Niemcy już dawno zrezygnowały z tego rodzaju praktyk. Myliliśmy się. Udzielacie nam lekcji demokracji, a potem zabraniacie ministrom zabrać głos - mówił Erdogan.

(az)