Prezydent Francois Hollande, który przybył do Nicei, gdzie dzień wcześniej zginęły w zamachu 84 osoby, ostrzegł, że kraj czeka walka z terroryzmem "która potrwa długo".

Francois Hollande /Eric Gaillard /PAP/EPA

Po wizycie w nicejskim szpitalu, do którego trafiły osoby ranne w zamachu Hollande powiedział, że stan około 50 osób nadal waha się "między życiem a śmiercią".

Wśród ofiar są Francuzi, ale jest też wielu cudzoziemców ze wszystkich kontynentów. I jest dużo dzieci, małych dzieci - dodał.

Prezydent był ponoć "wyraźnie wstrząśnięty". Widzieliśmy wielu rannych, w ich pamięci pozostają wciąż straszliwe obrazy i cierpią oni dodatkowo z powodu tych ran psychologicznych - powiedział.

Prezydentowi towarzyszy w Nicei premier Manuel Valls oraz ministrowie spraw wewnętrznych i zdrowia - Bernard Cazeneuve i Marisol Touraine. Wcześniej prezydent i premier uczestniczyli w Paryżu w posiedzeniu rady bezpieczeństwa wraz z ministrem obrony Jeanem-Yves'em Le Drianem.

Do ataku w Nicei doszło w czwartek późnym wieczorem na nadmorskiej promenadzie, na której zgromadzeni mieszkańcy i turyści oglądali pokaz fajerwerków z okazji Dnia Bastylii, święta narodowego Francji. Tir przejechał dwa kilometry przez tłum. Kierowca został zastrzelony przez policję. Rząd w Paryżu ogłosił trzydniową żałobę narodową.

(az)