​Liberyjczycy wybierają we wtorek nowego prezydenta. W drugiej turze spotkali się wiceprezydent Joseph Boakai oraz senator i były piłkarz George Weah, który wygrał pierwszą rundę, ale nie uzyskał wymaganych 50 proc. głosów. Problemy prawne opóźniły o półtora miesiąca głosowanie w drugiej rundzie, w której zostanie wyłoniony następca obecnej szefowej państwa Ellen Johnson-Sirleaf, pierwszej kobiety w Afryce wybranej na prezydenta - zwraca uwagę portal BBC News.

I podkreśla, że od 73 lat w Liberii, którą założyli w XIX wieku uwolnieni amerykańscy niewolnicy, nie nastąpiło sprawne i demokratyczne przekazanie władzy.

Lokale wyborcze zostały otwarte o godzinie 8 rano czasu lokalnego (godz. 9 w Polsce), a zostaną zamknięte o 18 (godz. 19 w Polsce). Do głosowania uprawnionych jest 2,2 mln osób w tym liczącym 4,7 mln mieszkańców kraju Afryki Zachodniej.

Liberyjczycy stoją przed wyborem, czy zagłosować na 73-letniego Josepha Boakaia, który był wiceprezydentem przez 12 lat, ale nie wydaje się cieszyć poparciem obecnej szefowej państwa, czy na 51-letniego senatora i byłą gwiazdę footballu George'a Weaha.

Ten ostatni pokonał panią Johnson-Sirleaf w pierwszej turze wyborów prezydenckich w 2005 r., ale przegrał z nią w dogrywce. W kolejnych wyborach w 2011 r., gdy również kandydował na prezydenta, jego koalicja zbojkotowała głosowanie, powołując się na nieprawidłowości.

BBC News wskazuje, że tegoroczna druga tura wyborów została opóźniona, ponieważ przedstawiciel opozycyjnej Partii Wolności, Charles Brumskine, który zajął trzecie miejsce w październikowej pierwszej rundzie, zakwestionował wynik, twierdząc, że doszło do "masowych oszustw i nieprawidłowości".

"Urny zastąpiły kule, a spory wyborcze są rozstrzygane przez sądy"

Ale w grudniu Sąd Najwyższy orzekł, że dowody oszustwa były niewystarczające, aby powtórzyć pierwszą turę. Wyrok ten umożliwił zatem kontynuowanie wyborów; pierwotnie druga tura miała odbyć się 7 listopada.

BBC News podkreśla, że w tegorocznych wyborach prezydenckich Liberyjczycy po raz pierwszy od wielu pokoleń będą świadkami przekazania władzy przez jednego demokratycznie wybranego przywódcę drugiemu.

Ustępująca prezydent Johnson-Sirleaf pochwaliła wolny od przemocy proces wyborczy, mówiąc, że "urny zastąpiły kule, a spory wyborcze są rozstrzygane przez sądy".

Ellen Johnson-Sirleaf objęła urząd w styczniu 2006 roku, po tym jak jej poprzednik, dyktator Liberii Charles Taylor został zmuszony do oddania władzy przez rebeliantów w 2003 roku, co zakończyło długą wojnę domową z przełomu XX i XXI wieku.

Taylor obecnie odbywa w Wielkiej Brytanii karę 50 lat więzienia za zbrodnie wojenne związane z konfliktem w sąsiednim Sierra Leone.

Wyniki wyborów prezydenckich w Liberii mają zostać ogłoszone w ciągu czterech dni. 

(ph)