George Weah, jeden z najlepszych afrykańskich piłkarzy w historii, ma ogromne szanse, aby zostać prezydentem Liberii. Były gracz m.in. Paris Saint-Germain i AC Milan, uznany za najlepszego zawodnika świata 1995 roku, zdecydowanie prowadzi w wyborach.

George Weah / NIC BOTHMA /PAP/EPA

Jak poinformowała komisja, na podstawie obliczeń z 95,6 proc. lokali wyborczych, Weah uzyskał 39 proc. głosów. Drugie miejsce zajmuje obecny wiceprezydent Joseph Boakai - 29,1 proc. Frekwencja wyniosła 74,5 proc.

Ostateczne wyniki wyborów, które odbyły się już we wtorek, muszą zostać ogłoszone do 25 października.

51-letni Weah to jak dotychczas jedyny reprezentant Afryki, którego uhonorowano Złotą Piłką "France Football" oraz osobno w plebiscycie FIFA tytułem Piłkarza Roku. Oba wyróżnienia otrzymał za 1995 rok.

Weah urodził się 1 października 1966 roku w biednej dzielnicy Monrovii. Pierwszy kontrakt seniorski podpisał w 1985 roku z lokalnym klubem Mighty Barrolle. W Europie znalazł się trzy lata później, ale zanim przeniósł się na Stary Kontynent dorabiał jako operator w centrali telefonicznej.

W 1988 roku związał się z AS Monaco, później bronił barw m.in. Paris Saint-Germain i AC Milan. Z każdym z tych klubów wywalczył przynajmniej jedno trofeum. Z PSG był mistrzem Francji w 1994 roku, a z Milanem mistrzem Włoch w 1996 i 1999 roku. Występował także m.in. w Anglii, w Chelsea Londyn oraz w Manchesterze City.

W reprezentacji Liberii rozegrał 60 meczów i zdobył 22 bramki.

Blisko 20-letnią karierę zakończył w 2003 roku w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Później został politykiem w ojczyźnie, korzystając z doświadczenia zdobytego wcześniej w rozmaitych akcjach charytatywnych. Jeszcze jako czynny sportowiec współpracował m.in. z organizacją UNICEF, zajmującą się pomocą dzieciom, angażował się także w walkę z wirusem HIV.

W 2005 roku Weah kandydował na prezydenta Liberii, ale przegrał rywalizację o urząd w drugiej turze głosowania. W 2014 roku dostał się za to do senatu. Zapowiedział też, że w 2017 roku ponownie wystartuje w wyborach prezydenckich. Tak się stało i tym razem, jak wszystko na to wskazuje, dopnie swego. 

(mpw)