Reklama

  • Chmura wulkanicznego pyłu znad Chile uziemiła australijskie samoloty

    Wtorek, 21 czerwca 2011 (09:30)

    Australijskie linie lotnicze Qantas odwołują wszystkie krajowe loty do Sydney, Melbourne i Canberry. Na południu kontynentu zamknięto lotnisko w Adelajdzie. Powód? Chmura pyłu, jaka wydobywa się z krateru chilijskiego wulkanu Puyehue-Cordon Caulle w Andach.

    Zdjęcie

       
    /PAP/EPA
    Chmura dymu po krótkiej przerwie wróciła nad Australię i znów utrudnia życie podróżnym oraz samym liniom lotniczym. Pył - jak informuje Qantas - unosi się tuż nad torem lotu samolotów, a to sprawia, że "latanie jest zbyt niebezpieczne".

    Loty międzynarodowe z i do Sydney są cały czas monitorowane, a loty krajowe ze stolicy Australii i Sydney zostały wstrzymane.

    W ubiegłym tygodniu niektóre linie lotnicze, jak np. Virgin Australia, latały poniżej lub obok chmury pyłu wulkanicznego. Teraz jednak zakazano im takich praktyk.

    Reklama

    Tylko ubiegłotygodniowe utrudnienia dotknęły około 100 tysięcy pasażerów; nie odbyło się 700 lotów.

    Chmura wulkanicznego dymu wróciła nad Australię

    liczba zdjęć: 5

    Artykuł pochodzi z kategorii: Świat

    BBC

Reklama

Wasze komentarze (2)

  • 21.06.2011 (10:25)
    ~piotr_sl
    ~ad2011To przez te wieżowce. Są za wysokie, uciskają ziemię i zwiększają ciśnienie w środku. Przez to wybuchają wulkany i zanieczyszczają atmosferę. Przez wieżowce? Większej głupoty nie słyszałem...
    Wulkany wybuchały ,wybuchają i będa wybuchać.To znak,że nasza planeta żyje !
  • 21.06.2011 (09:49)
    ~ad2011
    To przez te wieżowce. Są za wysokie, uciskają ziemię i zwiększają ciśnienie w środku. Przez to wybuchają wulkany i zanieczyszczają atmosferę. Ale samoloty nie latają nie dlatego, że jest niebezpiecznie, tylko dlatego, że przez ten pył chemtrailsy nie opadają na ziemię, tylko się z pyłem mieszają i lecą dalej. Rząd światowy nie płaci za rozpylanie i liniom zdominowanym przez masonów nie opłaca się latać.