Jedni twierdzą, że do Ameryki nigdy nie polecą. Inni, że podróż do USA to jedno z marzeń, które zamierzają spełnić. Ponieważ Polacy wciąż potrzebują wiz podróżując do Stanów Zjednoczonych, procedury dotyczące wyrobienia potrzebnego dokumentu niektórych skutecznie zniechęcają. Wizy powinny zostać już dawno zniesione, ale skoro jest inaczej, to czy faktycznie odkładać podróż do USA? Moim zdaniem absolutnie nie. Postaram się wytłumaczyć, że wizyta w ambasadzie nie jest taka straszna, jak niektórzy opowiadają. Przygotowałem cykl porad dla tych, którzy chcą wybrać się za ocean.

Nowojorska ulica (zdj. ilustracyjne) /Paweł Żuchowski /RMF FM

Faktycznie - pierwszy krok to wiza. Dlatego nie ma wyjścia - trzeba pojechać do ambasady w Warszawie lub konsulatu w Krakowie. Wcześniej w internecie wypełnić odpowiedni dokument, a na poczcie wnieść opłatę za rozpatrzenie wniosku wizowego.

Jeżeli ktoś wcześniej nie złamał amerykańskiego prawa wizowego, spełnia wszystkie kryteria czy też w rodzinie nie było jakiś przypadków naruszenia amerykańskiego prawa, to z wizą nie powinno być problemu.

Wszelkie ważne informacje oraz wniosek wizowy znajdziecie na stronie ambasady USA w Polsce. Pamiętajcie, by jadąc na rozmowę w sprawie wizy nie zabierać dużych toreb, laptopów, czytników książek, tabletów, bo do budynku ambasady takich rzeczy nie można wnosić. Jeżeli będziecie podróżować na przykład do ambasady do Warszawy, to torbę z rzeczami, zmianą ubrania itd. zostawcie w przechowali na dworcu. Inaczej będziecie mieli z nią problem. Panie - nie bierzcie dużych torebek. Mniejsze rzeczy - jak choćby telefon - trzeba oddać do depozytu. 

Legendy krążą już też na temat spotkania z urzędnikami imigracyjnymi po przylocie do USA. O czym warto wiedzieć?

Jeżeli ktoś Wam kiedyś opowiadał, że w samolocie lecącym do Stanów Zjednoczonych trzeba wypisać różne dokumenty i że jest to trudne, to znaczy, że albo ma stare informacje albo trochę swoją opowieść podkoloryzował. Od kilku lat w samolocie wypełnia się już jedynie jeden, niewielki dokument - niebieską kartkę. To deklaracja celna. Można tę deklarację znaleźć w internecie. Ten dokument wraz z paszportem trzeba podać później oficerowi imigracyjnemu. On może zapytać o to, po co przyleciało się do USA, jak długo zamierza się pozostać. Tak, wiem, że wiele osób lecących do USA tego spotkania bardzo się obawia. Bo to właśnie od tego urzędnika zależy, czy zostaniemy wpuszczeni na terytorium USA. Jeżeli ktoś nie zna angielskiego, to jest to pewne utrudnienie. Ale mogę tutaj doradzić: poproście kogoś w Polsce, kto zna angielski, aby napisał wam kilka krótkich zdań po angielsku. Na przykład: Dzień dobry, nie mówię po angielsku, przyleciałem do USA w celach turystycznych. Zamierzam zostać tutaj 2 tygodnie. Zatrzymam się u cioci czy wujka w Nowym Jorku. Oni przybywają tutaj legalnie. Są obywatelami USA. Lub też: Zatrzymam się w hotelu na Manhattanie i napisać nazwę hotelu i numer swojej rezerwacji. W zasadzie oficer imigracyjny nie powinien mieć więcej pytań. I to będzie wszystko, co będzie chciał wiedzieć. Wiem, że ludzie tak czasem robią i to działa. Warto się też zastanowić, gdzie polecieć do USA.

Jest jeszcze jedna ważna sprawa, o której według mnie trzeba pamiętać. To ubezpieczenie. Licho nie śpi i problemy ze zdrowiem mogą przytrafić się w czasie urlopu. A koszty leczenia w USA są gigantyczne. Dlatego ja nie ryzykowałbym lotu do USA bez wykupienia polisy. Koszty ubezpieczenia na dwa tygodnie - zależenie od tego, gdzie je wykupimy, to mniej więcej 200-300 zł. Oczywiście są i droższe, wszystko zależy od szczegółów ubezpieczenia. W każdym razie takie podstawowe ubezpieczenie to mniej niż 100 dolarów. Przy całych kosztach wyjazdu do USA to już naprawdę mało. A uwierzcie mi, najprostsza porada u lekarza kosztuje więcej niż 100 dolarów.

Wkrótce kolejne odcinki porad naszego amerykańskiego korespondenta. Możecie je śledzić >>>TUTAJ<<<.

(mpw)