Prezydent USA Barack Obama przyleciał w niedzielę na Kubę. To historyczna wizyta, z którą wiązane są wielkie nadzieje. Amerykański przywódca spędzi na wyspie 3 dni.

Barack Obama na lotnisku w Hawanie /PAP/EPA/ALEJANDRO ERNESTO /PAP/EPA

Przyjazd Obamy to pierwsza wizyta prezydenta USA na Kubie od 88 lat. Biały Dom podkreśla, że wpisuje się ona w amerykańską politykę otwarcia wobec krajów kontynentu latynoamerykańskiego. Prezydentowi USA towarzyszą Pierwsza Dama Michelle oraz córki Sasha i Malia, a także przedstawiciele kół biznesu, grupa kubańskich Amerykanów oraz około 20 kongresmanów.

Posłuchaj relacji specjalnego wysłannika RMF FM na Kubę

Kuba czeka na demokratyczne zmiany. Relacja wysłannika RMF FM

Według planu, Barack Obama z lotniska pojedzie do ambasady USA w Hawanie. Później ma się spotkać w tamtejszej katedrze z kardynałem Ortegą, który pośredniczył w rozmowach między Kubą a Stanami Zjednoczonymi w sprawie nawiązania relacji. Amerykański przywódca wraz z żoną i córkami przespaceruje się też po starej Hawanie.

W poniedziałek prezydent USA spotka się z Raulem Castro

Czego Kubańczycy spodziewają się po wizycie Obamy?

W poniedziałek prezydent USA ma spotkać się z Raulem Castro. We wtorek będzie rozmawiał z kubańskimi opozycjonistami. Możliwie jednak, że ich reprezentacja będzie niewielka - w niedzielę zatrzymano jednego z kubańskich niezależnych dziennikarzy, a także grupę kilkudziesięciu Kobiet w Bieli - przedstawicielek ruchu społecznego, który domaga się uwolnienia dysydentów. Wiadomo, że co najmniej jedna z nich miała uczestniczyć w spotkaniu z Obamą. Kobiety przyszły do jednego z kościołów, by uczestniczyć w liturgii Niedzieli Palmowej.

Kubańskie służby w akcji

Barack Obama w poniedziałek oprócz rozmowy, ma też zjeść obiad z Raulem Castro. Przywódca USA w czasie tej historycznej wizyty w Hawanie ma rozmawiać między innymi o łamaniu praw człowieka na wyspie. Wczoraj, jeszcze przed przylotem Obamy w Hawanie aresztowano kilkadziesiąt osób. Wszyscy są członkami opozycji.

Wśród nich jest niezależny dziennikarz Yuri  Roca. Do zatrzymania doszło, kiedy mężczyzna szedł na mszę do kościoła. Mieli w niej uczestniczyć przeciwnicy reżimu Castro.

Dziennikarz został powalony na ulicę kilka skrzyżowań przed kościołem. Próbowali mu pomóc przechodnie. Funkcjonariusze tajnej policji byli bardzo brutalni. Ja stałem dość daleko od tego miejsca w chwili zatrzymania. Ale podbiegłem. Byłem świadkiem wpychania go do zielonego samochodu, który szybko ruszył z tego miejsca. Na twarzy zatrzymanego widać krew. Wykręcono mu ręce - relacjonował korespondent RMF FM Paweł Żuchowski. W pobliskich uliczkach zaparkowanych było sporo samochodów należących do służb.

Zatrzymany mężczyzna nie uczestniczył w żadnym proteście. Nie miał przy sobie transparentów z hasłami przeciwko kubańskim władzom. Zatrzymano też kilkadziesiąt kobiet z ruchu społecznego Kobiety w Bieli. Domagały się  uwolnienia dysydentów. Protestowały pokojowo daleko od miejsca, gdzie miał kilka godzin później pojawić się Barack Obama. Nikomu nie przeszkadzały. Nagle pojawili się ludzie w cywilnych ubraniach, którzy zaczęli je wrzucać do autobusy jak "worki ziemniaków".

Jedna z kobiet była zaproszona na spotkanie Baracka Obamy z opozycją. Wygląda na to, że reżim na Kubie zrobi wszystko by to uniemożliwić. Co więcej, nawet nikt nie próbuje zachowywać jakichkolwiek pozorów, bo zrobiono to w obecności dziennikarzy z wielu państw.

Barack Obama ma w czasie wizyty na Kubie ma poruszyć kwestie łamania praw człowieka.

(mn, ug)