Akcja poszukiwawcza górnika zaginionego po poniedziałkowym wypadku przedłuży się. Ze względów bezpieczeństwa ratownicy muszą zbudować w wyrobisku tamę przeciwwybuchową, co potrwa dobę.

Dwóch górników nadal w stanie krytycznym

Życie siedmiu górników rannych po wybuchu metanu w kopalni Mysłowice- Wesoła wciąż jest zagrożone. Dwóch z nich jest w stanie krytycznym. Leżą na oddziale intensywnej terapii. 11 kolejnych przebywa na chirurgii w Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich. czytaj więcej

Ostatniej nocy ratownicy uruchomili wentylator i przystąpili do budowy tzw. lutniociągu, za pomocą którego przewietrzają wyrobisko. Rano zadymienie w wyrobisku ograniczało widoczność do pół metra.

Kierownik Działu Energomechanicznego w kopalni Grzegorz Standziak powiedział, że rano specjaliści zalecili budowę tamy przeciwwybuchowej przy wlocie do miejsca, którym powietrze wpływa do zagrożonego rejonu. Chodzi o zabezpieczenie ratowników, którzy w poszukiwaniu górnika będą szli do chodnika nadścianowego; stężenia gazów grożą wybuchem lub zatruciem gazami - wyjaśnił.

Taka tama pozwala na jej szybkie zamknięcie i jednocześnie kontrolowanie ilości powietrza, które wpuszczamy do rejonu - wyjaśnił Standziak - Akcja nie została wstrzymana i wstrzymana nie będzie, dopóki nie wyciągniemy naszego pracownika.

Budowa tamy potrwa około doby, dopiero później będzie kontynuowana budowa lutniociągu. Do czasu wybudowania tamy można zbudować 150 m lutniociągu - na taką też odległość od wlotu wyrobiska będą na razie mogli wejść ratownicy. Oznacza to, że akcja będzie spowolniona. My tam posyłamy ludzi, nie roboty. Musimy dbać o ich bezpieczeństwo - podkreślił Standziak.

Na dole pracuje na zmianę 8-10 zastępów ratowniczych. Jeden z nich jest bezpośrednio w miejscu, drugi go asekuruje. Według inżyniera nie da się w tej chwili przesądzić, czy w kopalni doszło do zapalenia, czy też do wybuchu metanu.

W poniedziałek wieczorem w należącej do Katowickiego Holdingu Węglowego kopalni Mysłowice-Wesoła doszło do zapalenia bądź wybuchu metanu. W strefie zagrożenia na głębokości 665 m znajdowało się wówczas 37 górników. 36 wyjechało na powierzchnię, 31 trafiło do szpitali. 18 najpoważniej rannych przewieziono do Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich. Siedmiu z nich, nieprzytomnych, umieszczono na oddziale intensywnej terapii. Stan pięciu z nich specjaliści uznali w środę po południu za "bardzo ciężki, stabilny", a dwóch najciężej poszkodowanych - za "bardzo niestabilny, krytyczny".

Okoliczności wypadku badają w odrębnych postępowaniach prokuratura i nadzór górniczy. Prokuratorzy i przedstawiciele Wyższego Urzędu Górniczego będą sprawdzali także doniesienia o nieprawidłowościach, które miały poprzedzić poniedziałkowy wypadek. Chodzi m.in. o sygnały, że kopalnia nie zareagowała odpowiednio na podziemny pożar.

(j.)