Pod znakiem debat i protestów dotyczących m.in. stanu służby zdrowia i edukacji upłynął drugi dzień ogólnopolskiego protestu związków zawodowych w Warszawie. Przedstawiciele koalicji rządzącej oświadczyli, że są gotowi do dialogu, ale nie powinien się on odbywać na ulicach.

Minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz przedstawił w czwartek w Sejmie informację na temat dialogu między związkowcami a rządem. Odkreślmy to, co było grubą linią - apelował. Przyznał, że liczy na to, iż po dniach protestu przyjdzie czas na konstruktywne rozmowy. Jego zdaniem powinny się one jednak odbyć na Komisji Trójstronnej, a nie na ulicy. Dialog jest możliwy, a jeżeli jest możliwy, to jest naszym wspólnym obowiązkiem: rządu, związków i pracodawców. Jesteśmy gotowi do tego dialogu, do współpracy w ramach Komisji Trójstronnej - deklarował.

Poseł Solidarnej Polski Kazimierz Ziobro zażądał od przedstawicieli koalicji PO-PSL udzielenia odpowiedzi na piśmie na pytania oraz postulaty związkowców. Skoro rząd nie ma czasu wyjścia do związków zawodowych, to my do nich wyjdziemy - stwierdził. Później do namiotowego miasteczka poszli posłowie z jego ugrupowania, m.in. Beata Kempa i Arkadiusz Mularczyk.

Również przedstawiciele innych opozycyjnych ugrupowań wezwali rząd do podjęcia rozmów ze związkowcami. Były szef "Solidarności", a obecnie poseł PiS Janusz Śniadek przypomniał, że związkowcy opuścili obrady Komisji Trójstronnej w proteście przeciw niedotrzymywaniu obietnic przez premiera Donalda Tuska. Jego partyjny kolega Stanisław Szwed zarzucił ministrowi pracy, że jest lobbystą pracodawców.

Cieszy gotowość do dialogu, niemniej Ogólnopolskie Dni Protestu świadczą, że w pewnym momencie strony nie doszły do porozumienia, więc trzeba z tego wyciągnąć wnioski - powiedział podczas sejmowej debaty Tadeusz Tomaszewski z SLD. Zwrócił też uwagę, że według badań prawie 60 procent społeczeństwa popiera postulaty protestujących związkowców.

Demonstracje i debaty

Związkowcy przed MEN: "Cud premiera do szkół nie dociera"

Ponad tysiąc osób z oświatowej "Solidarności" protestowało przed gmachem resortu edukacji w Alei Szucha. Związkowcy domagali się większych pieniędzy na oświatę, wstrzymania zwolnień nauczycieli i poprawy poziomu nauczania. Mieli ze sobą transparenty: "Cud premiera do szkół nie... czytaj więcej

W czwartek protestujący w stolicy związkowcy zorganizowali dwie duże demonstracje. Pojawili się przed resortami edukacji i zdrowia. W obydwu tych miejscach złożyli swoje postulaty. Ani przedstawiciele MEN, ani ministerstwa zdrowia nie wyszli, by porozmawiać ze związkowcami. Ich postulaty wzajemnie się wykluczają. Wykonali gest na potrzeby bieżącej polityki - mówił o postulatach protestujących wiceszef resortu zdrowia Sławomir Neumann. Trudno się nie zgodzić z hasłem zwiększenia nakładów na ochronę zdrowia, każdy chciałby, by w publicznej ochronie zdrowia było więcej pieniędzy, pytanie tylko, czy to jest obecnie możliwe. Więcej pieniędzy będzie wtedy, kiedy gospodarka będzie mocniejsza, więcej osób będzie pracować i opłacać składki na ubezpieczenie zdrowotne, a przez to NFZ będzie miał większe środki na finansowanie leczenia. Żeby gospodarka była mocniejsza, trzeba m.in. uelastyczniać czas pracy - przeciwko czemu związkowcy też protestują - podkreślał.

W miasteczku namiotowym przed Sejmem uczestnicy protestów debatowali m.in. o stanie polskiej gospodarki, służbie zdrowia i edukacji. Zwracali uwagę na to, że w żadnej z tych sfer rządzący nie chcą słuchać postulatów związków zawodowych. Również w tych rozmowach nie wzięła udziału strona rządowa.

Piątek ma być kolejnym dniem debat i tzw. wolnej trybuny dla organizacji i osób wspierających protest. Zapowiedziano m. in. rozmowy o związkach zawodowych i dialogu społecznym.

(mn)