Są zarzuty znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad 11-miesięczną dziewczynką z Łodzi. Usłyszał je 26-letni partner matki dziecka. Dziewczynka ma złamaną rękę, wcześniej miała złamaną nogę i naderwane uszy. Jeszcze dziś sąd ma zdecydować o tymczasowym areszcie dla mężczyzny.

Zdaniem lekarzy ślady na ciele dziecka świadczą o tym, że nad dziewczynką znęcano się od dłuższego czasu (zdj. ilustracyjne) / Danny Lawson PA /PAP

Dziecko miało siniaki, naderwane uszy i ślady po oparzeniach - prawdopodobnie pochodzące od zapalniczki lub papierosa. Okazało się także, że niemowlę już wcześniej kilka razy było w szpitalu m.in. z powodu wielomiejscowego złamania nogi.

Bestialskie zachowanie 26-latka odkryto, gdy do dziewczynki wezwano pogotowie, bo krwawiła z nosa. Lekarze zauważyli złamanie rączki i ślady po biciu. Partner matki został sam z dzieckiem i tłumaczył, że krwotok pojawił się z niewiadomych przyczyn.

26-latek nie przyznał się do zarzutów - znęcania się nad niemowlęciem ze szczególnym okrucieństwem oraz uszkodzenia ciała.

23-letnia matka dziewczynki ma jeszcze dwie córki - 4- i 5-letnią. Wychowywała je samotnie. Ojciec całej trójki mieszka za granicą i nie ma kontaktu z dziećmi. Kobieta od kilku miesięcy była związana z 26-latkiem.

Teraz prokuratorzy sprawdzają, czy mężczyzna znęcał się także nad starszymi córkami kobiety. Dziewczynki mają być przesłuchane. Na razie sąd zdecydował o odebraniu ich matce. Są w pogotowiu opiekuńczym.

Podejrzany był już wcześniej notowany. Teraz grozi mu do 10 lat pozbawienia wolności.

(mpw)