29-latek, który wczoraj wieczorem wywołał fałszywe alarmy bombowe na lotniskach w Modlinie i Warszawie, usłyszy zarzuty dziś lub jutro. Wszystko zależy od tego, jak szybko wytrzeźwieje. W chwili zatrzymania miał prawie 2 i pół promila alkoholu.

Pasażerowie w Porcie Lotniczym Warszawa-Modlin /Marcin Obara /PAP

Mężczyzna jest w rękach policjantów od wczoraj. Dziś w nocy został przewieziony do Nowego Dworu Mazowieckiego ze świętokrzyskich Starachowic, gdzie został zatrzymany. Teraz zajmą się nim prokuratorzy.

Wstępnie sprawca przyznał się do swojego głupiego żartu policjantom, którzy go zatrzymywali. Aby jednak to przyznanie się do winy było oficjalne, musi je na trzeźwo powtórzyć podczas przesłuchania. 

Przypomnijmy, że Emil Ś. zadzwonił na lotniska w Modlinie i w Warszawie z informacją, że  bomba znajduje się w toalecie portu lotniczego w Modlinie. Ewakuowano jednak oba lotniska, bo takie są procedury. Nie odwołano żadnych lotów, ale kilka było opóźnionych. 

29-latkowi grozi 8 lat więzienia. Na pewno będzie też musiał pokryć koszty ewakuacji - to co najmniej kilkanaście tysięcy złotych. 

(mal)