Zatrzymano sprawcę dwóch fałszywych alarmów bombowych na lotniskach w Modlinie i na warszawskim Okęciu. Okazał się nim 29-letni mieszkaniec Starachowic (woj. świętokrzyskie). Mężczyzna przyznał się do winy. Grozi mu do 8 lat więzienia. W związku z alarmem ewakuowano w sumie 700 pasażerów.

Port lotniczy Warszawa-Modlin (zdj. ilustracyjne) /Marcin Obara /PAP

Informacja o bombie, która miała być podłożona na lotnisku w Modlinie, pojawiła się po godz. 18. Ewakuowano pasażerów, a strażnicy graniczni przeszukali teren portu.

Telefon z wiadomością o zagrożeniu otrzymało też warszawskie lotnisko Chopina. Służby zakończyły tam działania ewakuacyjne tuż przed 21.

Autorem obydwu fałszywych alarmów okazał się mieszkaniec Starachowic. Z nieoficjalnych informacji PAP wynika, że został zatrzymany poza Warszawą. Mężczyzna był pijany. Miał 2,4 promila w organizmie. 

29-latek najprawdopodobniej jutro usłyszy zarzuty. Grozi mu do 8 lat więzienia. Prawdopodobnie będzie musiał też pokryć koszty akcji służb na obu lotniskach.

Na szczęście fałszywe alarmy nie spowodowały większych utrudnień dla pasażerów, mimo, że z modlińskiego lotniska ewakuowano ok. 400 osób, a z warszawskiego ok. 300. Nie odwołano jednak żadnego lotu. Kilka rejsów z lotniska Chopina może być nieznacznie opóźnionych.

(dp)