Dożywocie dla Radosława Warawki za makabryczne zabójstwo w Szczecinie Dąbiu. Sąd uznał mężczyznę winnym zamordowania matki, ojczyma oraz przyrodniego, niepełnosprawnego brata. Uznał, że działał z wyjątkowym okrucieństwem i motywacji zasługującej na szczególne potępienie.

Radosław Warawko na sali rozpraw /Marcin Bielecki /PAP

To jedna z najbrutalniejszych zbrodni ostatnich lat. Odczytywany w sądzie akt oskarżenia brzmiał przerażająco.

Wiosną 2011 roku Warawko włamał się do rodzinnego domu i wymordował wszystkich bliskich.

Użył maczety, bo pistolet, który kupił od gangsterów się zaciął.

Swoim kolegom opisywał potem, że "odj... babę" oraz że jego matka "walczyła jak żółw ninja". Ukradł komputer, biżuterię, trzy telefony komórkowe i uciekł za granicę. Najpierw do Holandii, potem do Hiszpanii, gdzie został aresztowany, a po 3 latach odesłany w drodze ekstradycji do Polski.

W tym czasie żona mężczyzny próbowała przejąć na drodze spadku rodzinny majątek. Właśnie chęć uzyskania korzyści majątkowej uznał sąd jako motywację mordercy. Skazał go na dożywocie i pozbawił praw publicznych na 10 lat. Radosław Warawko o przedterminowe zwolnienie będzie mógł się starać najwcześniej po 35 latach.

W trakcie procesu Radosław Warawko nie przyznawał się do zabójstwa. Twierdził, że jego rodzinę zamordował mężczyzna, którego nie znał, ale z którym wybrał się obrabować dom. Sąd nie dał wiary tym tłumaczeniom, zwłaszcza, że na miejscu zbrodni nie znaleziono śladów dodatkowej osoby.

Sąd skazał też na 4 i 4,5 roku więzienia dwóch kompanów głównego oskarżonego, którzy odpowiadali za pomoc w zorganizowaniu zabójstwa oraz w ukryciu się sprawcy po dokonaniu tej zbrodni. Wyrok jest nieprawomocny.


(j.)