Nie ma pewności, że łódki wypożyczane na Mazurach są bezpieczne – nie ma bowiem żadnych przepisów, nakazujących sprawdzanie ich stanu technicznego. Kilka dni temu na jeziorze Śniardwy zatonęła łódka-samoróbka; jej właściciel zginął.

Rozszczelnienie kadłuba - to przyczyna zatonięcia jachtu na jeziorze Śniardwy w niedzielę. Do takiego wniosku doszli inspektorzy z urzędu żeglugi w Giżycku, policjanci i mazurscy ratownicy, którzy obejrzeli wydobytą na brzeg łódź. czytaj więcej

Nie ma pewności, że łódki wypożyczane na Mazurach są bezpieczne – nie ma bowiem żadnych przepisów, nakazujących sprawdzanie ich stanu technicznego. Kilka dni temu na jeziorze Śniardwy zatonęła łódka-samoróbka; jej właściciel zginął.

Rejestracja jachtu wygasła 3 lata temu, a przeglądów technicznych dokonywał sam właściciel. W niedzielę jednak łódź zatonęła, jej właściciel nie żyje, a troje pasażerów kilkanaście godzin spędziło w zimnej wodzie. Mieli dużo szczęścia – zauważył ich wędkarz.

Naprawy łódek na własną rękę na Mazurach są codziennością. Wypożyczający jacht nie mają żadnej pewności, że jest on bezpieczny. Nie ma bowiem przepisów nakazujących sprawdzanie stanu technicznego, choć ustawa o żeglarstwie śródlądowym weszła w życie już kilka dni temu.

- Żaglówki wracają z wypożyczenia z różnymi uszkodzeniami. My naprawiamy je na własną rękę - usłyszała reporterka RMF FM w wypożyczalni sprzętu wodnego nad Jeziorem Krzywym w Olsztynie.