Dyrektor kopalni Mysłowice-Wesoła wycofuje z użycia ponad tysiąc aparatów ucieczkowych. Chodzi o model, w którym wykryto usterki.

Uszkodzony aparat ucieczkowy /Marcin Buczek /RMF FM

Wszystkim skontrolowanym aparatom właśnie teraz, na początku listopada, kończył się okres ważności. Nie wiadomo, od jak dawna górnicy korzystali z wadliwego sprzętu.

Podczas kontroli sprawdzono 70 aparatów z kopalni Mysłowice-Wesoła. Aż 40 z nich miało usterki. Uszkodzone były m.in. węże oddechowe czy specjalne kołnierze łączące pochłaniacz z workiem oddechowym. W kilku przypadkach nie działał też tak zwany nabój tlenowy.

Do ostatniego dnia gwarancji aparat ma być sprawny, bo pracownik zjeżdża z nim pod ziemię. Nie ważne czy to jest pierwszy dzień czy ostatni. Aparat ma być sprawny - podkreśla w rozmowie z RMF FM Andrzej Herzog, wiceszef związku ratowników, który kontrolował aparaty ucieczkowe. To był sprzęt, który górnicy zabierali na dół. Każdy górnik, który zjeżdża musi taki aparat ze sobą mieć - tłumaczy. Nieszczelność dyskwalifikuje ten aparat - dodaje.

W aparat ucieczkowy wyposażony jest każdy górnik. To niewielki zbiornik z tlenem, którego wystarczy na godzinę. Musi być sprawny w stu procentach, bo w ekstremalnych warunkach ratuje życie pod ziemią.   

(mn)