Osoby związane z dawnymi służbami są niepotrzebne i szkodliwe, nowelizacja ustawy o służbie zagranicznej ma takie osoby wyeliminować z MSZ - powiedział wiceszef MSZ Jan Dziedziczak, który przedstawia w Sejmie informację o stanie kadr w polskiej dyplomacji.

Wiceminister spraw zagranicznych Jan Dziedziczak /Paweł Supernak /PAP

Osoby związane z dawnymi służbami, pracujące w dawnych służbach, przed 1989 rokiem, są po prostu już niepotrzebne, są szkodliwe, nasza ustawa (o służbie zagranicznej) chce takie osoby wyeliminować (z MSZ - PAP). Już teraz wiemy o tym, że w gronie pracowników MSZ jest ponad 100 osób, które przyznały się do jawnej, bądź tajnej współpracy z organami bezpieczeństwa PRL - powiedział w czwartek Dziedziczak.

Jak dodał, pojawia się pytanie, dlaczego przez tyle lat, takie osoby były tolerowane w resorcie spraw zagranicznych. My chcemy to zmienić - zadeklarował.

Chcemy po prostu skończyć z PRL w polskiej dyplomacji - podkreślił wiceszef MSZ.

Dziedziczak powiedział, że za czasów koalicji PO-PSL na stanowiska konsulów generalnych wysyłano dawnych funkcjonariuszy PZPR. Jest czymś szczególnie niemoralnym, niedobrym, jeśli do kontaktów z Polonią wysyła się osoby, które często pracowały dla dawnego systemu, w aparacie, który sprawiał, że nasi rodacy musieli uciekać z Polski - ocenił.

Niekorzystna dysproporcja

Wiceszef MSZ zaznaczył, że obecnie w służbie dyplomatycznej istnieje niekorzystna dysproporcja pomiędzy liczbą pracowników merytorycznych a tymi, którzy zajmują się kwestiami administracyjnymi i organizacyjnym. W Departamencie Ameryki pracuje poniżej 20, w Departamencie Azji i Pacyfiku niewiele ponad 20, w Departamencie Wschodnim pracuje około 30 osób. Tymczasem w Inspektoracie Służby Zagranicznej pracuje 180 osób, w Biurze Administracji także 180 osób. W Biurze Informatyki i Telekomunikacji ponad 100 osób - wyliczał.

Według Dziedziczaka, "to jest patologia". To jest również ten element biurokracji, patologii PRL-u. My chcemy to zmienić. Chcemy, żeby polscy dyplomaci nie zajmowali się administracyjną obsługą MSZ, tylko żeby się zajmowali prowadzeniem dyplomacji Rzeczypospolitej Polskiej, realizowaniem polityki zagranicznej. To jest clou naszej reformy - podkreślił Dziedziczak.

Jego zdaniem, polska dyplomacja obecnie "wychodzi ze złego stanu, który obserwowaliśmy przez wiele ostatnich lat". Chcemy doprowadzić do tego, że dyplomaci będą zajmowali się pracą merytoryczną, nie pracą administracyjną. Chcemy też wprowadzić autentyczną postawę służby państwowej - mówił wiceszef polskiej dyplomacji.

Jak zaznaczył, często spotykana jest obecnie postawa, w której służbę w MSZ traktuje się jako zwykłą pracę. Nie, to jest służba państwu polskiemu i chcemy ten etos przywracać. Chcemy likwidować patologie, które są zawiązane z procesami (trwającymi) często od wielu dziesięcioleci: klanowość rodzinna, czy nawet z takimi nazwiskami jak Bierut. To wszystko chcemy wyeliminować - zaznaczył Dziedziczak.

Zapowiedział, że MSZ chce też rozszerzyć zakres działania Akademii Dyplomatycznej. Chcemy, aby aktualni pracownicy MSZ też mogli się w niej rozwijać - mówił. Zaznaczył, że od 20 lat nie było szkoleń merytorycznych dla dyplomatów.

Chcemy otworzyć polską dyplomację na wiele młodych osób - zadeklarował Dziedziczak.

MSZ pod ostrzałem

Wniosek o informację rządu o stanie kadr w polskiej dyplomacji złożył klub Kukiz'15. Poseł Grzegorz Długi (Kukiz'15) w imieniu wnioskodawców podkreślał, że w MSZ niezbędna jest wykształcona i pracowita kadra dyplomatyczna. Niestety problemy zaczynają się od głowy, polska dyplomacja znajduje się obecnie w złym stanie, zarówno pod względem personalnym, jak i świadomości oraz celów, dla jakich ma służyć - podkreślił.

Polskiej polityce zagranicznej brakuje koordynacji dla najważniejszych spraw, wspólnej wizji rozwoju i całościowej strategii działań dyplomatycznych - ocenił poseł Kukiz'15.

Zdaniem Długiego, nowelizacja ustawy o służbie zagranicznej będzie "kolejną ustawą kadrową, w sensie tylko wymiany kadr, a nie polepszenia jakości kadr". Czy Rada Ministrów planuje podjęcie działań mających na celu reformę polskiej dyplomacji i poprawę stanu kadr w służbie dyplomatycznej, poza czystką personalną? Czy Rada Ministrów przewiduje zmiany systemu prawnego, aby zmienić tę sytuację? Czy Rada Ministrów posiada spójną wizję polskiej polityki zagranicznej? - pytał poseł Kukiz'15.

Po przedstawieniu przez Dziedziczaka informacji również inni posłowie zadawali wiceszefowi MSZ pytania. Małgorzata Gosiewska (PiS) mówiła, że polską służbę zagraniczną trzeba otworzyć na młodych i wykształconych ludzi. Według niej zaczęła to robić Anna Fotyga, minister spraw zagranicznych w poprzednim rządzie PiS, a późniejsi ministrowie nie byli już zainteresowani zmianami w resorcie. Posłanka PiS pytała, jak dużej wymiany kadrowej można spodziewać się po uchwaleniu nowelizacji i czy wtedy będziemy "mogli wreszcie ogłosić koniec PRL w polskiej dyplomacji".

Z kolei poseł PO, były wiceminister spraw zagranicznych Rafał Trzaskowski stwierdził, że "dzisiaj jest smutny dzień dla nas wszystkich i smutny dzień dla polskiej dyplomacji, bo rząd się właśnie kompromituje w Brukseli walką, której się nie da wygrać". Do tego - jak mówił - "mamy chaos, bardzo dziwne nominacje w polskiej służbie dyplomatycznej, ujawnianie dokumentów niejawnych, co jest bardzo dziwne".

Zdaniem Trzaskowskiego, szefa MSZ Witolda Waszczykowskiego można było pochwalić tylko za to, że "właśnie nie wyrzucał na ślepo wszystkich dyplomatów tak szybko". Poseł PO pytał, czy nowelizacja ustawy, to pretekst do "absolutnej czystki w MSZ". "Bo PRL skończył się 27 lat temu, a to, że mówicie, że będziecie walczyć tylko ze współpracownikami UB, to jest dosyć zabawne (...) w kontekście tego, co się dzieje z ambasadorem Przyłębskim" - mówił Trzaskowski, nawiązując do tego, że w IPN udostępniona została teczka personalna tajnego współpracownika o pseudonimie "Wolfgang", a dotycząca obecnego ambasadora Polski w Niemczech Andrzeja Przyłębskiego.

Trzaskowski mówił też, że planowane jest wcielenie do służby zagranicznej ludzi z komórek europejskich, m.in. prawników, ludzi "o niesłychanej wiedzy". Ludzie, którzy koordynują politykę europejską są potrzebni tutaj, żeby wam też mówić jakie błędy popełniacie. Mam nadzieję, że za karę, za mówienie prawdy, za to, że próbują wam w sposób sensowny doradzać, nie będziecie ich wysyłać na placówki na trzeciego sekretarza do Bratysławy, tylko będziecie ich używać tutaj. Nie niszczcie tego, co jest dorobkiem RP ostatnich 27 lat - zwrócił się do rządzących.

Z kolei Mirosław Suchoń (Nowoczesna) stwierdził, że na usta ciśnie się dziś sformułowanie "świadomi troglodyci dyplomacji", gdy PiS "niszczy opinię Polski w Europie i na świecie". Pytał polityków PiS, czy nic nie znaczy dla nich interes narodowy, patriotyzm, że robią "takie rzeczy". Stwierdził też, że "chodzą słuchy", iż przy doborze nowych ludzi do dyplomacji kryterium zawężone zostało do zasady "BMW - bierny, mierny, ale wierny".

Setka osób na wylocie

Odpowiadając na pytania posłów, Dziedziczak zadeklarował, że wszyscy dawni współpracownicy służb bezpieczeństwa PRL zostaną wymienieni w MSZ. Chcemy zrezygnować z ponad setki osób, akceptowanych, szeroko wykorzystywanych przez choćby ministra Radosława Sikorskiego i jego poprzedników. W to miejsce chcemy zatrudnić ludzi młodych, absolwentów Akademii Dyplomatycznej, KSAP-u, to jest ta zasadnicza zmiana - podkreślił.

Jeżeli ktoś w czasach PRL był pracownikiem służby bezpieczeństwa, to odpowiedź (na pytanie) czy ten człowiek służył Polsce, jest oczywista: ktoś kto służył systemowi opresyjnemu w PRL, służył strukturze sowieckiej, nie powinien być dzisiaj przedstawicielem dyplomacji - powiedział wiceminister.

Wiceszef MSZ poinformował też, że kwerenda w IPN dotycząca Andrzeja Przyłębskiego ma zakończyć się do końca tygodnia i wtedy zapadnie decyzja w sprawie przyszłości ambasadora w Berlinie.

MSZ przygotował projekt nowelizacji ustawy o służbie zagranicznej, który zakłada m.in. wygaśnięcie stosunku pracy b. pracowników i współpracowników służb PRL. Proponowane zmiany zakładają ponadto uelastycznienie zasad zatrudniania w służbie zagranicznej dla ekspertów, umożliwiają MSZ nawiązywanie krótszych kontraktów, przy jednoczesnej profesjonalizacji i bardziej precyzyjnym uregulowaniu zasad awansu i wymogów kompetencyjnych dla dyplomatów.

Projektem miał we wtorek zająć się rząd. Rzecznik rządu Rafał Bochenek poinformował PAP, że prace nad projektem noweli ustawy o służbie zagranicznej odłożono na prośbę szefa MSZ Witolda Waszczykowskiego. Pan minister chciał osobiście ją prezentować, a jest w tym momencie w Brukseli - powiedział PAP Bochenek.

(az)