Niebezpieczny zawód - korespondent wojenny. Najwyższą cenę zapłacił wczoraj w Iraku dziennikarz telewizyjnych „Wiadomości” Waldemar Milewicz; wraz ze swym współpracownikiem - Mounirem Bouamranem - zginął w zasadzce pod Bagdadem. Ranny został operator Jerzy Ernst.

Iracka policja ma już wstępne rysopisy zabójców polskich dziennikarzy. Dowódca wielonarodowej dywizji w Iraku gen. Mieczysław Bieniek zapowiedział, że siły koalicji uczynią wszystko, by ująć sprawców zamachu. Dodał też, że dywizja wyciągnie wnioski z tej tragedii i będzie starała się lepiej zabezpieczać pracę dziennikarzy w Iraku.

Wczoraj polska ekipa wyjechała rano z Bagdadu, dziennikarze mieli udać się do Nadżafu. 30 kilometrów od irackiej stolicy wpadli w zasadzkę. Informację o zamachu przekazał Irakijczyk, który podróżował razem z dziennikarzami. Wg jego relacji auto, którym jechały cztery osoby, zostało ostrzelane przez zamaskowanych bandytów. Gdy się zatrzymało, napastnicy wstrzymali ogień, ale po chwili powrócili i wtedy właśnie padły śmiertelne strzały.

Zginął Waldemar Milewicz oraz współpracownik TVP Mounyr Beouamrane. Ranny został polski operator Jerzy Ernst. Tę tragiczną informację oficjalnie potwierdził prezes TVP Jan Dworak:

Jerzy Ernst przeszedł dziś operację i - jak powiedział RMF Tomasz Giełżecki, charge d'affaires polskiej ambasady w Bagdadzie - jego stan jest stabilny. Niewykluczone, że już wkrótce wróci do kraju.

Waldemar Milewicz, dziennikarz telewizyjnych „Wiadomości” i korespondent wojenny w Iraku, zginął pod Bagdadem. Wielokrotnie wyjeżdżał w rejony największych konfliktów na świecie. czytaj więcej

O okolicznościach tragicznych wydarzeń opowiedział nam naoczny świadek, do którego dotarliśmy. Mówi Ramzi, libański operator AFP:

Tłumaczenie: W samochodzie jechało dwóch Polaków i dwóch Irakijczyków. Najpierw jeden z Polaków został postrzelony, samochód zaczął uciekać. Potem się zatrzymał. Napastnicy wrócili i zaczęli znowu strzelać. Zginęła druga osoba, a ranny został Polak. Wszyscy pracują dla telewizji polskiej. Wraz ze swoim przyjacielem próbowaliśmy przenieść ofiary, ale nie daliśmy rady. Jesteśmy drobnej budowy, ofiary to wielcy mężczyźni. Ludzie nie pomagali, bo myśleli, że to Amerykanie. Poprosiliśmy więc o pomoc policję, zmusiliśmy ich, by przyjechali. Ciała przewieźliśmy wynajętym pikapem do szpitala.

Informacje o zamachu zbierał reporter RMF Przemysław Marzec:

Informacjami dochodzącymi z Iraku zszokowani są pracownicy Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, dla której pracował zabity reporter. Posłuchaj relacji Tomasza Skorego:

Okolice miejscowości Mahmudia uchodzą za bardzo niebezpieczne. Doszło tam do szeregu zamachów. W listopadzie napastnicy zastrzelili na tej samej drodze siedmiu hiszpańskich agentów wywiadu. W styczniu, w podobnym ataku zginął tam dziennikarz CNN. O pracy korespondentów wojennych opowiada Jan Mikruta:

Według Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy, w Iraku zginęło 11 dziennikarzy z różnych krajów. Zaledwie tydzień temu Federacja wystąpiła z otwartym apelem o międzynarodowe dochodzenie w sprawie okoliczności ich śmierci, w większości przypadków do tej pory nie wyjaśnionych. Dodajmy, że 12 października 2002 roku w ataku terrorystycznym na indonezyjskiej wyspie Bali zginęła dziennikarka "Gazety Wyborczej" Beata Pawlak.

W tle wczorajszych wydarzeń trwa debata o tym, czy polskie wojska nie powinny się - do końca roku - wycofać z Iraku. Taką sugestię wicepremier Izabeli Jarugi-Nowackiej skrytykował prezydent Aleksander Kwaśniewski.

Śmierć znanego dziennikarza może jednak taką debatę zaostrzyć. Może odegrać w świadomości społecznej podobną rolę, jaką odegrały marcowe zamachy w Hiszpanii. Bezpośrednim efektem ataku terrorystów na Madryt była wyborcza porażka prawicy, popierającej udział hiszpańskich żołnierzy w misji stabilizacyjnej w Iraku.