W Zakopanem i okolicach ruszyło sprzątanie po wichurach. Strażacy zabezpieczają uszkodzone dachy i usuwają połamane konary, w Tatrach pilarze udrażniają leśne szlaki i trakty prowadzące do schronisk. "Ludzie, którzy mieszkają w Zakopanem od ponad pięćdziesięciu lat, nie spotkali się do tej pory z tak silnym i porywistym wiatrem" - powiedział RMF FM komendant zakopiańskiej straży pożarnej. Na szczęście halny w Tatrach już osłabł, na Kasprowym wieje obecnie z prędkością około 90 km/h.

Od Wigilii prawie 2 tysiące razy interweniowali już strażacy. Wciąż usuwają szkody po wichurach, które nawiedziły głównie południową część kraju. Od początku świąt gasili też ponad 600 pożarów. Zginęło w nich siedem osób. Trwa szacowanie strat. Halny wywołał największe szkody na Podhalu. czytaj więcej

Do Zakopanego przywieziono 120 plandek, które tymczasowo zabezpieczą uszkodzone dachy budynków. Do miasta przyjechali też kadeci z krakowskiej Szkoły Aspirantów Państwowej Straży Pożarnej, aby pomóc w zabezpieczaniu uszkodzonych domów. Na ulicach mimo świąt pracują służby miejskie. Ulica po ulicy naprawiamy lub usuwamy powalone znaki i reklamy, sprzątamy śmieci z przewróconych śmietników, naprawiamy świąteczne dekoracje - relacjonował wiceburmistrz Zakopanego Wojciech Solik. Dodał, że również sami mieszkańcy wyszli na ulice, by posprzątać przed swoimi posesjami. W piątek chcemy rozpocząć naprawę dachu na szkole podstawowej na Skibówkach, który niemal całkowicie zniszczył halny - zapowiedział wiceburmistrz.

Również w piątek mają być oszacowane straty wyrządzone przez żywioł. 

Setki drzew na tatrzańskich szlakach

Wielkie sprzątanie wiatrołomów rozpoczęło się także w Tatrzańskim Parku Narodowym, gdzie halny powalił przynajmniej kilkadziesiąt tysięcy metrów sześciennych drzew. Największe szkody wyrządził w Dolinach Chochołowskiej, Kościeliskiej i Lejowej. TPN podał wczesnym popołudniem na swoim profilu na Facebooku, że na szlakach prowadzących Morskiego Oka powalonych jest około 200 drzew. Na razie udrożniona została tylko droga do Morskiego Oka. Według tego komunikatu, na szlakach na Hali Gąsienicowej średnio co 100-200 metrów leży powalone drzewo, na drodze do Murowańca - kilkanaście drzew. W Kuźnicach leży jeszcze około 200 drzew. Udrożniona została już natomiast droga na Kalatówki. Około 100 drzew leży wciąż na Drodze pod Reglami.

We wszystkich obwodach ochronnych działają lub będą działać zewnętrzne firmy w celu jak najszybszego udrożnienia szlaków. Wiele miejsc wymaga użycia specjalistycznego sprzętu - poinformował TPN w komunikacie. Zastrzegł, że w czasie prac poszczególne szlaki mogą być tymczasowo zamykane.

Po drodze tragedia. Jeszcze tak nie było, żeby tyle powalonych drzew było. Szliśmy wczoraj na Wielki Kopieniec, to w ogóle tragedia. Nie do przejścia całkowicie. Jedno wielkie pobojowisko. Żal patrzeć, jak po wojnie - mówili reporterowi RMF FM Maciejowi Pałahickiemu turyści w Tatrach.

"Ludzie, którzy mieszkają w Zakopanem 50 lat, nie pamiętają takiego wiatru"

W całej Małopolsce od wigilijnej nocy do czwartku na skutek silnego wiatru halnego strażacy interweniowali 430 razy. Rannych zostało około 70 osób. Wiatr uszkodził 118 budynków, 20 samochodów i linie energetyczne. W nocy ze środy na czwartek halny w Tatrach osiągał w porywach prędkość 176,5 km/h.

Był porywisty wiatr, był także halny, który jest niejako wpisany w ten region i w dużej mierze jesteśmy przygotowani na takie akcje. Ale nikt nie spodziewał się aż tak silnego wiatru. Ludzie, którzy mieszkają w Zakopanem od ponad pięćdziesięciu lat, do tej pory nie spotkali się z tak silnym i porywistym wiatrem - podkreślał w rozmowie z Maciejem Pałahickim komendant zakopiańskiej straży pożarnej Stanisław Galica. Nie przypominam sobie takiego wiatru. Były, owszem, dni, kiedy mieliśmy takich sytuacji kilkadziesiąt, ale nie pamiętam żebyśmy tak dużo zdarzeń musieli obsługiwać jednocześnie - dodał.

Mieszkaniec Zakopanego: Cały nasz dorobek poszedł

Zaczęło się o wpół do 9. Ja sobie jeszcze leżałem, a żona mnie obudziła i mówi: "Zobacz, tam u sąsiadów drzewa leżą". To ja do okna, patrzę, tutaj też drzewa leżą. Wychodzę na górę i wtedy zaczęło "rozbierać". Zabrało jeden pokój, akurat żona tam była i się przebierała. Najpierw zerwało blachę razem z krokwiami, później została jeszcze podsufitka. Ta podsufitka zaczęła się kiwać, wiatr się po niej ślizgał i jak później rąbnęło, to już wyrwało wszystko - opowiadał naszemu reporterowi mieszkaniec Zakopanego, któremu wichura porwała dach domu. Spadło pod sąsiadów. Samochód jest rozbity, płot zniszczony. Dobrze, że nikt nie przechodził - dodał.

Cały nasz dorobek poszedł. Teraz trzeba robić nowy dach. Jak się będzie robiło nowy dach, to trzeba robić nowe mury, nowy wieniec, nowe krokwie, nowa blacha... No i tak to jest - podsumował.

"Drzewo spadło na drogę. Dwie minuty wcześniej jechał samochód"

Wichury dały się we znaki również mieszkańcom m.in. Bielska-Białej. Silny wiatr powalił tam drzewa i połamał słupy energetyczne.  O poranku prądu nie miało ponad 6,5 tysiąca domów, po południu jeszcze półtora tysiąca. Mieszkańcy przyznają jednak, że mieli szczęście, że wiatr nie wyrządził w ich mieście takich szkód jak w Zakopanem.

Bałam się o tę tuję. Ja mieszkam naprzeciwko. Mówię: jak złamie się ta tuja, to prosto w nasze okna - opowiadała bielszczanka reporterce RMF FM Annie Kropaczek. W parku dwa drzewa poszły, drugie spadło na ulicę. Ja to widziałem - dwie minuty wcześniej samochód jechał. Zabiłoby - opowiadał ktoś inny.