"W partii jest duże rozczarowanie, ale nie powinno się ono przełożyć na podziały. Każdy, kto widział wyniki wyborów, wie, że przegraliśmy, ale nie zgadzam się z Cymańskim, że to była kompletna klapa" - mówi gość Kontrwywiadu RMF FM Tomasz Poręba. "Szkoda, że w kampanii Cymański nie był tak medialnie aktywny jak dziś. Dziś zachowuje się nie fair. Z krytykami chętnie porozmawiam, jeżeli były to osoby czynnie biorące udział w kampanii. Inni są niewiarygodni" - uważa Poręba.

Posłuchaj Kontrwywiadu RMF FM

Konrad Piasecki: Dziś w Kontrwywiadzie połączenie Warszawa- Bruksela. W studiu w Brukseli szef sztabu Prawa i Sprawiedliwości w ostatnich wyborach Tomasz Poręba, dzień dobry, witam.

Tomasz Poręba:Witam pana redaktora, witam państwa.

A pan przyzna, że PiS poniósł w tych wyborach porażkę?

Myślę, że każdy kto widział wyniki wyborów przyzna, że przegraliśmy je i trzeba oczywiście uszanować ten wybór Platformy Obywatelskiej.

Kiedy tam mówi Tadeusz Cymański to wtedy rzecznik Hofman go ostrzega i napomina, że to jest droga do wyjścia z PiS-u:

Tadeusz Cymański mówi, że to była totalna klapa, z czym ja się oczywiście nie zgadzam. Chciałbym, żeby Tadeusz Cymański był tak aktywny medialnie w kampanii wyborczej, jak jest obecnie. I teraz ustawia się w pozycji recenzenta i mentora tego co było w kampanii wyborczej. Moim zdaniem nie zachowuje się fair.

Czyli klapa i porażka tak, ale nie totalna?

Powiem tak, nie klapa i nie totalna natomiast na pewno porażka z której należy wyciągnąć wnioski i te wnioski wyciągniemy.

A umie pan już powiedzieć co i kto zawiódł w tej kampanii?

Będziemy o tym rozmawiać w najbliższych dniach, również w gronie ścisłego kierownictwa partii. Jest wiele spraw, które musimy przedyskutować, przemyśleć, wyciągnąć wnioski na przyszłość...

Ale ma pan już dzisiaj jakąś intuicję po 10 dniach, jakieś przemyślenia o tym, co było momentem zwrotnym tej kampanii?

Wie pan, na pewno ta kampania szła bardzo dobrze do ostatniego tygodnia. Ten ostatni tydzień był tutaj decydujący. Na pewno ta nagonka medialna plus histeria wywołana zupełnie, moim zdaniem, ogólnymi, nie aż tak jak przejaskrawiły to media, wypowiedziami na temat Merkel, plus spot wyborczy PO "Idź na wybory" plus kampania profrekwencyjna. Wszystko to sprawiło, że znaleźliśmy się w pewnej defensywie i tutaj PO na ostatniej prostej przyspieszyła.

A nie przyzna pan, że prezes zawiódł i popełnił duży błąd pisząc o Angeli Merkel a potem nie umiejąc wyjaśnić o co mu chodziło?

Absolutnie nie wydaje mi się, żeby mówić tutaj w kategoriach, że prezes zawiódł, czy popełnił błąd. Ogólne stwierdzenie zostało rozdmuchane do absurdalnych granic. Byli ministrowie spraw zagranicznych wyrażają solidarność z Angelą Merkel. Jakaś absurdalna zupełnie sprawa.

Ale dlaczego tego szybko nie zgasiliście panie pośle? Jedno zdanie prezesa wystarczyłoby.

Już mówię, już mówię. Gdyby nie kampania wyborcza nikt na to zdanie nie zwróciłby uwagi. Zostało to zdanie wyciągnięte z kontekstu, przerobione na potrzeby kampanii wyborczej. I bardzo sprytnie przez PO wykorzystane. Myśmy powiem tak, że cokolwiek byśmy zrobili to na pewno byłby ten temat ciągnięty i byłoby nam trudno się z niego wycofać.

Ale było tak, że wy celowo i z rozmysłem zagraliście kartą niemiecką czy tak to wyszło? Bo może to był plan Prawa i Sprawiedliwości?

To nie była kwestia ani planu, ani jakichś zamierzeń. Powtarzam, to była ogólna wypowiedź, która została rozdmuchana do granic absurdu. Gdyby nie kampania wyborcza, na pewno nikt na to zdanie nie zwróciłby uwagi.

I pan czytając te słowa myślał, że są niewinne i nie domyślał się pan, co się święci.

Oczywiście, że to nie były słowa, które w normalnych warunkach zwróciłyby czyjąkolwiek uwagę, a tutaj został zaangażowany minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, niemieccy korespondenci, którzy zaczęli atakować byłego polskiego premiera Jarosława Kaczyńskiego, byli ministrowie spraw zagranicznych, którzy piszą absurdalny list solidaryzujący się z Angelą Merkel. To wszystko sprawiało, że dotykaliśmy jakichś kompletnie absurdalnych historii, które niestety przełożyły się na wynik wyborczy.

A po tej kampanii nie myśli pan sobie: "z tym prezesem to my już nigdy nie wygramy"?

Wręcz przeciwnie, uważam, że jedyną osobą, która jest w stanie zapewnić spójny przekaz Prawa i Sprawiedliwości i zjednoczyć, budować, rozszerzać partię, jest Jarosław Kaczyński. Nie ma innych liderów, nie ma innych osób, które mogłyby to robić.

Zbigniew Ziobro nie jest taką osobą?

Zbigniew Ziobro jest ważnym politykiem Prawa i Sprawiedliwości. Tak, jak wielu innych polityków, jest potrzebny Prawu i Sprawiedliwości i liczymy na niego również, ale teraz i w przyszłości liderem Prawa i Sprawiedliwości jest Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro musi to absolutnie uszanować.

Ale doskonale pan zdaje sobie sprawę, że to szóste z rzędu przegrane wybory. Rozumiem, że prezes powinien zostać prezesem, ale jeśli przegrywa szóste wybory, to ile jeszcze takich przegranych wyborów Prawo i Sprawiedliwość zniesie?

Oczywiście zgadam się, to szóste przegrane wybory, ale to nie powód, aby dokonywać jakichś zmian, głębokich rozłamów i tak dalej. Wręcz przeciwnie, powinniśmy zdobyć się na mądrość, na rozsądek, na konstruktywne bycie w opozycji, na merytoryczną opozycyjność, na punktowanie Platformy w polskim Sejmie, rozszerzanie się do centrum. Na listach znalazło się wielu ciekawych ludzi, wielu ciekawych ludzi weszło do Sejmu jako posłowie Prawa i Sprawiedliwości. Mamy młodych, ambitnych, analityków, ekspertów, profesorów, którzy dają szanse Prawu i Sprawiedliwości na rozgrzeszenie się na te nowe środowiska. Jestem pewien, że jeżeli nie zmarnujemy tych lat i zaplanujemy te lata w opozycji rozsądnie, w sposób bardzo przemyślany, to mamy szanse wygrać kolejne wybory.

A ci, którzy by dzisiaj rzucili rękawicę prezesowi, zrobiliby błąd czy dokonaliby zbrodni?

Moim zdaniem, to nie jest czas na to, żeby rzucać rękawicę prezesowi. To jest czas na to, żeby spokojnie przemyśleć kampanię wyborczą, wynik wyborów, wyciągnąć wnioski, jednoczyć się, a nie dzielić. To moim zdaniem jest szansa dla Prawa i Sprawiedliwości, żeby za kilka lat wygrać wybory. My nie możemy sobie pozwolić na taki wariant, że po każdych wyborach dzielimy się, odchodzimy, zmieniamy to, czy tamto. My powinniśmy właśnie wyciągać wnioski, ale w sposób przemyślany, a nie destrukcyjny.

A czuje pan i widzi rodzące się w partii spisek i zarzewie buntu?

Powiem tak, na pewno jest to wdzięczny temat dla mediów. To, co dzieje się w Prawie i Sprawiedliwości, zawsze budziło i pewnie będzie budzić ciekawość polskich mediów, ale ja nie widzę tutaj żadnego zagrożenia, wbrew temu, co się pisze w polskich mediach o jakimś podziale.

Chce pan powiedzieć, że cała partia z godnością i spokojem przyjęła skazanie na kolejne cztery lata w opozycji?

Nie, nie. Nie chcę tego powiedzieć. Chcę powiedzieć, że jest na pewno duże rozczarowanie, co do wyniku wyborów, ale to rozczarowanie powinno się przełożyć na taką bardzo przemyślaną i konstruktywną opozycyjność Prawa i Sprawiedliwości w Sejmie, a nie rozłamy i podziały.

A Ziobro i Kurski - podziękuje im pan w tej kampanii za aktywność?

Ziobro i Kurski byli bardzo aktywni w tej kampanii, jeździli po Polsce, namawiali do głosowania na kandydatów Prawa i Sprawiedliwości.

Namawiali do głosowania na bliskich sobie kandydatów.

Ale wie pan, nie wydaje mi się, żeby to był jakiś powód do krytyki czy gwałtownych ruchów wobec nich. Wręcz przeciwnie.

A co pan odpowie tym, którzy na razie po cichu, a za chwilę głośno powiedzą: "Poręba zawiódł i nie powinien prowadzić żadnej kampanii więcej"?

Ja bardzo chętnie porozmawiam z takimi osobami i wymienię uwagi. Zwłaszcza jeżeli to będą osoby, które aktywnie brały udział w tej kampanii, to tym bardziej będą to cenne rozmowy. Natomiast, jeżeli będą to mówić osoby, które stały z boku, nie angażowały się, ustawiały się właśnie w pozycji recenzentów, mentorów, a teraz podnoszą głos, no to ich wiarygodność jest dość ograniczona.