"Katastrofa i to, co się dzieje w polskim lotnictwie wojskowym, to wierzchołek góry lodowej. Poziom szkolenia obniżył się gwałtownie, coraz mniej się lata. Nie wykonuje się skomplikowanych zadań. Brakuje sprzętu" - wylicza Tomasz Hypki, sekretarz Krajowej Rady Lotnictwa. RMF FM ujawniło wczoraj wnioski po Konferencji Bezpieczeństwa Lotów - tak źle nie było w wojskowym lotnictwie od 2001 roku.

Z Tomaszem Hypkim rozmawiał Krzysztof Zasada

Krzysztof Zasada, RMF FM: Ten rok raczej nie jest rokiem sukcesów polskiego lotnictwa. Przede wszystkim problemy związane ze specpułkiem, katastrofa, przy której mówi się, że błąd popełnili piloci wojskowi. Jak można podsumować na Święto Lotnictwa to, co się dzieje w polskim lotnictwie?

Tomasz Hypki: Katastrofa i to, co się dzieje w polskim lotnictwie wojskowym, to jest tylko wierzchołek góry lodowej. Ja sam alarmowałem - poziom szkolenia przez całe lata obniżył się gwałtownie i jest coraz gorszy, coraz mniej się lata. Nie wykonuje się skomplikowanych zadań, są proste loty - najlepiej w dobrej pogodzie, żeby nie ryzykować. Nie tak powinni się szkolić piloci wojskowi. Brakuje sprzętu, nie jest ten sprzęt kupowany, modernizowany. Eskadry na F-16 też właściwie nie wiadomo, w jaki sposób się szkolą, bo po pierwsze nie ma samolotu szkolnego, po drugie te samoloty nie są w docelowej konfiguracji, brakuje tam wielu systemów. Trudno mówić o szkoleniu bojowym. Bardzo dużo pieniędzy to kosztuje. Efekt, moim zdaniem, jest niewielki.

Trzeba też pamiętać, że również w lotnictwie cywilnym mamy nieciekawe zjawiska. Mamy już kolejny - ósmy - zarząd w ostatnich latach w PLL Lot. Wyniki naszego, tak zwanego narodowego, przewoźnika nie są też najlepsze. Trudno też zorientować się, jakie są, bo skomplikowana struktura, ciągłe restrukturyzacje powodują, że trudno się doliczyć, jakie są realne wyniki. Wiadomo, że LOT pomaga sobie sprzedając jakieś elementy infrastruktury spółki itd. W przemyśle również wygląda nieciekawie. Właściwie Polska pozbyła się w tym roku resztek dużego przemysłu lotniczego sprzedając PZL Świdnik. Tam też nie dzieje się najlepiej. Wiemy, że jest duży spadek sprzedaży. Zamiast poważnych inwestycji są zwolnienia i to na dużą skalę - chyba 20 procent załogi. Też tu trudno mówić o sukcesie, podczas gdy inne kraje ten dział rozwijają. Czesi, którzy przeżywali różne kłopoty w Aero Vodochodach otrzymują olbrzymie zamówienia zagraniczne. Od tego samego Sikorskiego, który kupił w Polsce Mielec nie sprzedając własności i pozostawiając we własnych rękach własność intelektualną, co jest kluczowe, jeżeli mamy mówić o rozwoju państwa i o wpływie na rozwój państwa. Bez własności intelektualnej, bez technologii będących własnymi technologiami trudno mówić o rozwoju i o pozytywnym wpływie na to, co się będzie działo w polskiej gospodarce.

Zobacz również:

Krzysztof Zasada: Z czego to się bierze? Wygląda to jak planowe działanie zniszczenia lotnictwa w Polsce. Realnie myśląc, ktoś ponosi odpowiedzialność za pewne decyzje?

Tomasz Hypki: Ja myślę, że kluczowe są czynniki polityczne. W Polsce wiele decyzji personalnych jest warunkowanych politycznie. Zarządy LOT-u, o których mówiłem, były, szczególnie w czasach rządu PiS, czysto polityczne. Przychodzili ludzie, którzy nie mieli w ogóle pojęcia o lotnictwie. Była nawet taka zasada, że "im dalej od lotnictwa tym lepiej". W wielu przedsiębiorstwach dzieje się podobnie. W wojsku jest selekcja negatywna. Też są układy politycznie - wiadomo, że generałem czy dowódcą zostaje się mając dobre układy czy to z ministrem obrony narodowej, czy z prezydentem i to trwa od wielu lat. Kiedy to się zaczynało, miało niewielki wpływ. Teraz jest coraz gorzej a poza tym nie ma polityki pro państwowej. W krajach takich jak Niemcy czy Francja te działy są przez państwo w sposób szczególnie chronione, o wiadomo, że one z jednej strony są związane z infrastrukturą, która jest ważna dla funkcjonowania państwa a z drugiej są to działy bardzo nowoczesne technologiczne. Jeżeli chce się rywalizować z innymi państwami - trzeba o te działy dbać. W Polsce tego nie ma. W Polsce nie ma promocji lotnictwa, czy przemysłu lotniczego, wyrobów lotniczych za granicą. Nasi politycy nie latają do innych krajów, nie namawiają do kupowania polskich wyrobów. Nasi politycy z łatwością sprzedają zakłady lotnicze nie próbując innych wariantów. Ja nie mówię, żeby nie prywatyzować. Trzeba np. wymienić akcje. Hiszpanie wymienili akcje z ogromnym koncernem europejskim i mają tam ogromne programy - wielomiliardowe liczone w euro. Hiszpański przemysł, nie tylko lotniczy, rozwija się w znakomitym tempie. W Polsce politycy tego nie rozumieją. Nie chcą czasami rozumieć. Olbrzymi jest wpływ lobbystów zagranicznych. Polska od czasu przemian jest pod wpływem lobbystów, którzy tłumaczą, że korzystne dla nich - nie dla nas, rozwiązania są jedyne możliwe a polityce, którzy się naprawdę nie znają - trudno znaleźć polityka, który ma pojęcie o lotnictwie w Polsce - może jeden, może dwóch by się znalazło, ale na marginesie partii politycznych. Bez takich fachowców i bez woli politycznej trudno cokolwiek w tej dziedzinie zrobić.