Sześciolatki w Warszawie uczą się w przepełnionych szkołach. Kilkanaście procent stołecznych szkół ma dziesięć klas pierwszych i więcej - wynika z raportu, do którego dotarł reporter RMF FM Grzegorz Kwolek. "To efekt nieprzemyślanej polityki oświatowej władz Warszawy" - mówi RMF FM lider opozycji w stołecznej radzie miasta Jarosław Krajewski.

Najwięcej przeładowanych szkół jest na Białołęce (zdj. ilustracyjne) /Darek Delmanowicz /PAP

Wypełnione po brzegi świetlice, stołówka, która ledwo nadąża z wydawaniem posiłków i ogromne problemy z organizacją wychowania fizycznego – to trudna rzeczywistość uczniów i nauczycieli szkoły na warszawskiej Białołęce. W placówce przy Topolowej w tym roku jest aż 18 pierwszych klas. czytaj więcej

Najwięcej przeładowanych szkół, z 10 i więcej pierwszymi klasami, jest na Białołęce. Takich szkół jest tu aż pięć. Szkoły w Ursusie, na Bemowie, Pradze Południe, w Rembertowie i na Ursynowie także "pękają w szwach".

Najbardziej przeładowane szkoły w Warszawie to: SP nr 342 na Białołęce (18 pierwszych klas), SP nr 4 w Ursusie (17), SP nr 356 na Białołęce (17), SP nr 312 na Pradze Południe (15), SP nr 355 na Białołęce (14), SP nr 357 na Bemowie (13), SP nr 340 na Ursynowie (12), SP nr 11 w Ursusie (11) i SP nr 94 we Włochach.

Najlepsze sytuacja jest w dzielnicach, gdzie jest najmniej młodych małżeństw z dziećmi - na Mokotowie, Żoliborzu, w Śródmieściu i na Bielanach. Warszawska średnia to niecałe 5,5 pierwszej klasy na szkołę podstawową.

Przeładowanie podstawówek to "efekt nieprzemyślanej polityki oświatowej" - zarzuca władzom Warszawy lider opozycyjnego klubu radnych PiS Jarosław Krajewski. Widzimy brak przygotowania. Trzeba było pomyśleć, że ten eksperyment dotyczący obowiązku szkolnego w wieku sześciu lat będzie miał miejsce w roku szkolnym 2015/2016. Gdyby władze miasta dwa, trzy lata temu zapewniły odpowiednie środki na budowę szkół, to dzieci miałyby lepsze warunki do nauki niż mają dzisiaj – twierdzi Krajewski.

Grzegorz Kwolek

(mpw)