Miałam wątpliwości, czy tak zdecydowane przeciwstawianie się kandydaturze Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej miało sens, ale po jego wizycie w Warszawie na przesłuchaniu w prokuraturze te wątpliwości zniknęły – stwierdziła premier Beata Szydło w wywiadzie dla tygodnika "Do Rzeczy". Szefowa rządu była pytana, czy z politycznego punktu widzenia tak twarde upieranie się przy sprzeciwie wobec Donalda Tuska podczas jego wyboru na przewodniczącego Rady Europejskiej nie było błędem.

Donald Tusk na Dworcu Centralnym w Warszawie /PAP/Bartłomiej Zborowski /PAP

Przyznaję, że jeszcze do 19 kwietnia miałam pewne wątpliwości, czy rzeczywiście tak zdecydowane przeciwstawienie się miało sens, że być może należało wstrzymać się od głosu, bo to, że nie możemy poprzeć jego kandydatury, było oczywiste. Trudno wyobrazić sobie, by polski rząd popierał kandydata, który stoi w opozycji do niego - oceniła Szydło. Jednak w momencie, gdy zobaczyłam cały ten show, jaki Donald Tusk zrobił z przyjazdu do Warszawy na przesłuchanie w prokuraturze, moje wątpliwości zniknęły. Stało się jasne, że Tusk ma własny projekt polityczny i bez względu na to, jak byśmy się zachowali, i tak realizowałby swój plan. Niestety, w tym planie nie ma interesu Polski, tu chodzi tylko o jego indywidualna karierę - dodała.

9 marca br., przy sprzeciwie Polski jako jedynego kraju, Donald Tusk został wybrany na szczycie UE po raz drugi na przewodniczącego Rady Europejskiej. 19 kwietnia był przesłuchiwany przez warszawską prokuraturę, gdzie zeznawał jako świadek w śledztwie dotyczącym współpracy Służby Kontrwywiadu Wojskowego z rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa po katastrofie smoleńskiej. Przyjazdowi Tuska do Warszawy pociągiem oraz przesłuchaniu towarzyszyły demonstracje jego zwolenników, a także przeciwników. 

(mn)