Wielkopolskie Duszniki i cała Polska pomaga rodzinie, która na początku tygodnia straciła dwójkę dzieci w pożarze. Ktoś podarował im mieszkanie, dopóki nie będą mieli swojego domu. Firmy dzwonią, że pomogą im odbudować dom. Ludzie przynieśli ubrania, sprzęty, także wózek dla dziecka. Wszystko to dla rodziny, która jeszcze w poniedziałek nie potrzebowała niczyjej pomocy.

W pożarze zginęło dwóch braci - 4- i 8-letni /Adam Górczewski /RMF FM

Małżeństwo z piątką dzieci mieszkało na skraju wsi Duszniki w Wielkopolsce. Najmłodsza dziewczynka w tym roku skończy dwa lata. Najstarsza - chodzi do czwartej klasy. Chłopcy mieli od czterech do ośmiu lat.

W nocy z poniedziałku na wtorek świat, także dosłownie, im się zawalił. Matka była w pracy, gdy wieczorem wybuchł pożar.

Ojciec wyniósł najmłodsze dziecko. W pokoju z nimi spała najstarsza dziewczynka, której też udało się uciec z płomieni.

Ogień rozprzestrzeniał się tak szybko, że zawalił się strop. Nie dało się już wejść do budynku.

Pojawiła się policja i straż. Przez okno zdołał się wydostać średni z chłopców - 7-latek. Dwójce pozostałych – 4- i 8-latkowi - nie udało się już pomóc. Ich ciała znaleziono, gdy ogień został opanowany.

Tragedia wstrząsnęła nie tylko Dusznikami. Władze gminy szybko powołały sztab kryzysowy. Do rodziny został wysłany psycholog. Pedagodzy zajęli się uczniami podstawówki w Dusznikach. Szczególnie tymi z dwóch klas - jednego ze zmarłych chłopców i dziewczynki, która od pożaru jeszcze do szkoły nie wróciła.

Nie ma oficjalnej opinii budowlanej, ale wygląd domu nie zostawia złudzeń - nie da się go wyremontować. Dom musi stanąć na nowo.

W czwartek, niespełna trzy doby po pożarze, znalazła się rodzina, która oddała pogorzelcom swoje mieszkanie. Na tak długo, jak nie będą mieli swojego nowego domu - słowa darczyńców cytuje Maciej Tepper z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Dusznikach.

Największa sala w GOPS jest pełna toreb z ubraniami czy ręcznikami. Jedzenie i część sprzętów rodzina zabrała w czwartek rano, gdy tylko dostała klucze do darowanego tymczasowego lokum. Próbują tam ułożyć życie na nowo.

Ocalonego 7-latka czeka długotrwała rehabilitacja

To jest bardzo trudne. Tym bardziej, że ocalały chłopiec leży w szpitalu w dalekim Szczecinie. Ma poparzone 30 procent ciała. Czeka go przeszczep skóry i długotrwała rehabilitacja. Na to leczenie potrzebne będą pieniądze. I o nie prosi teraz Społeczny Komitet Pomocy Pogorzelcom w Dusznikach. Na stronie Urzędu Gminy podany jest numer konta, na który już wpłynęło kilka tysięcy złotych.

Pieniądze wpłacają m.in. rodzice uczniów ze szkoły w Dusznikach. Dzieci zresztą same biorą udział w zbiórce. W jednej ze szkolnych sal pełno worków z rzeczami, które też trafią do pogorzelców.

Przynoszą książki, podręczniki, ubrania, jedzenie - wylicza Izabela Cieślewicz dyrektor SP w Dusznikach. Ofiarują każdą możliwa pomoc. Nawet dziś były telefony od rodziców uczniów, którzy chcą oddać swoje meble - dodaje.

Dom - dziś już tylko pięcioosobowej - rodziny stoi z dala od innych budynków. Hula w nim wiatr, a resztki bieli murów przegrywają z czernią spalenizny. Po tym, co się zdarzyło, trudno wyobrazić sobie, by dotknięta tragedią rodzina chciała tu dalej mieszkać. Ktoś chce ofiarować działkę w innej części Dusznik. Są i inne konkretne oferty.

Zgłosiło się kilka firm, które chcą pomóc w postawieniu domu. Jedna oferuje nawet 10 pracowników i większość materiałów budowlanych - powiedział RMF FM Maciej Tepper, zastępca kierownika Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej.


Numer konta bankowego utworzonego w celu zbierania środków finansowych dla rodziny:

Społeczny Komitet Pomocy Pogorzelcom w Dusznikach, ul.Jana Pawła II 8

38 9072 0002 2011 1103 8098 0001

Konto w Banku Spółdzielczym w Dusznikach

(mpw)