Dodatkowe 19 tysięcy złotych brutto - odprawę w takiej wysokości wywalczył w szczecińskim sądzie pracy Roman Sędecki, jeden ze zwolnionych stoczniowców. Mężczyzna otrzyma taką sumę oprócz pieniędzy gwarantowanych przez rządową specustawę. Kwoty tych odszkodowań wahają się od 20 do 60 tysięcy złotych. Wkrótce do szczecińskiego sądu mogą wpłynąć kolejne pozwy.

Minister skarbu Aleksander Grad nie prześle Komisji Europejskiej dokumentów na temat sprzedaży stoczni gdyńskiej i szczecińskiej tajemniczemu inwestorowi z Kataru. To zaskakująca informacja, bo jeszcze w piątek rzecznik resortu skarbu w rozmowie z reporterką RMF FM Kamilą Biedrzycką obiecywał, że... czytaj więcej

Odpraw zażądać może nawet 4 tysiące osób, stoczniowcy uważają bowiem, że należą im się one podobnie jak odszkodowania. Roman Sędecki przyznaje, że przetarł szlak dla innych zwalnianych. Z uśmiechem na twarzy dodaje również, że pieniądze się przydadzą. Ja już te pieniążki przeznaczyłem - w tym roku trzy wycieczki: najpierw do Turcji, potem wraz z Albanią Chorwacja, Czarnogóra i tak dalej, i potem do Tunezji - wylicza w rozmowie z reporterem RMF FM Pawłem Żuchowskim:

Kolejni stoczniowcy zapowiadają, że pójdą w ślady kolegi. Specustwa to jedno, a stracenie pracy z winy pracodawcy to inna sprawa - mówią:

Nikt nie miał skrupułów, żeby likwidować naszą stocznię. My nie mamy skrupułów, żeby żądać pieniędzy - podkreśla Zdzisław Kołodziejczyk ze związku zawodowego "Stoczniowiec":

Dodatkowych pieniędzy z pewnością domagać będą się również stoczniowcy z Gdyni.

Zapełnią się zatem portfele zwalnianych pracowników, a pusty pozostaje portfel zamówień Stoczni Szczecińskiej Nowa. Do końca maja zakład musi zdać statek dla holenderskiego armatora. Jest on już właściwie zbudowany. Wyposażany jest też statek dla rosyjskiego armatora. W powijakach jest natomiast budowa dwóch innych statków dla holenderskiego i rosyjskiego armatora. To właściciwie wszystko. Czy znajdą się kolejne zlecenia? Tego jeszcze nie wiadomo.

Zdaniem stoczniowców produkcja mogłaby ruszyć najwcześniej jesienią, jeśli nie dopiero na początku przyszłego roku. Musi wszystko kupić. Maszyny, nową technologię w stoczni. To wszystko zaczęło się sypać. Nikt nic nie wie. To jest wysprzedanie majątku i Szczecin zostanie wioską z tramwajami - jak słychać, nastroje mimo znalezienia inwestora nie są w mieście najlepsze.