​Śledztwo w sprawie spalenia ukraińskiej flagi podczas Marszu Niepodległości w Warszawie najprawdopodobniej zostanie umorzone - ustalił reporter RMF FM. Chodzi o zdarzenie z 11 listopada, sfilmowane, gdy demonstracja przechodziła przez most Poniatowskiego.

Uczestnicy Marszu Niepodległości 2016 na błoniach Stadionu Narodowego w Warszawie /Tomasz Gzell /PAP

Na razie nie ma żadnych podstaw, by mówić, że doszło do przestępstwa. W naszym prawie karać za zniszczenie obcej flagi można jedynie wtedy, gdy została ona wystawiona publicznie przez przedstawicielstwo danego kraju lub na zarządzenie polskich władz.

Jak ustalił nasz dziennikarz Krzysztof Zasada, ukraińska ambasada poinformowała, że żadna flaga nie zginęła z tej placówki, ani z zewnątrz budynku.

Teraz śledczy czekają na ostateczną informację z MSZ, czy może resort zlecał przed 11 listopada wywieszenie flagi Ukrainy i czy doszło do kradzieży. Jeżeli odpowiedź będzie negatywna - a wiele na to wskazuje - śledztwo ma zostać umorzone. 

Cały incydent podczas Marszu Niepodległości został zarejestrowany na nagraniu, które wyciekło do mediów. Widać na nim grupę osób, niektórzy trzymają flagi polskie. Jedna z nich, depcząca flagę Ukrainy, ma na plecach przewiązaną flagę polski. W tle nagrania słychać krzyki "Bóg, Honor i Ojczyzna", "J....ć UPA i Banderę", "To my, to my, Polacy".

Krótko po tym incydencie chargé d’affaires ambasady Ukrainy w Polsce Wasyl Zwarycz powiedział, że Ukraina oczekuje od Polski reakcji na spalenie ukraińskiej flagi. Jak podkreślił, ma nadzieję, że sprawcy aktu wandalizmu zostaną odnalezieni i ukarani, a do podobnych incydentów nie będzie dochodziło w przyszłości. 

(az)