To historyczny koktajl Mołotowa-Ribbentropa - tak rosyjski dziennik „Wiedomosti” ocenia materiały, które ukazują się w publicznych rosyjskich mediach tuż przed wizytą Władimira Putina w Polsce. Na pole, na którym „pasie się” masowa świadomość społeczna, wyrzucono kilka niezbyt świeżych idei, że wszystkiemu winne są Wielka Brytania i Francja, że winna jest też Polska - pisze publicysta Andriej Kolesnikow.

Rosyjskich prowokacji historycznych ciąg dalszy. Służba Wywiadu Zagranicznego zapowiedziała, że - zaledwie na dzień przed wizytą premiera Władimira Putina na Westerplatte - ujawni tajny dokument polskiego wywiadu, który ma być dowodem na dwuznaczną rolę naszego kraju przed wybuchem drugiej wojny... czytaj więcej

Dziennikarz połączył obrazowo dwa sformułowania: „koktajl Mołotowa”, czyli prymitywną bombę zapalającą, a także „pakt Ribbentrop-Mołotow” – zdradziecki układ pomiędzy hitlerowskimi Niemcami a Związkiem Radzieckim. Kolesnikow na łamach opiniotwórczej gazety, która jest adresowana do rosyjskich elit gospodarczych i politycznych, zwraca uwagę, że żaden z przywódców Rosji publicznie nie wypowiedział się na temat tego historycznego wydarzenia. Natomiast grają nim zależne od władz państwowe media.

Kolesnikow to tylko jeden z przykładów Rosjan, którzy nie boją się powiedzieć prawdy o tym, co się w Rosji wyprawia. Dlatego rodzi się pytanie, dlaczego polskie władze są tak wstrzemięźliwe? Choć dyplomaci, z którymi rozmawiał reporter RMF FM Krzysztof Zasada, przekonują, że względy pragmatyczne przy tej wstrzemięźliwości są na dalszym planie, to przyznają, że musimy zachowywać choćby pozory dobrych stosunków z Moskwą.

A przy stole negocjacyjnym to Warszawa ma słabszą pozycję. W ciągu kilku tygodni zapowiedziano wznowienie bardzo trudnych rozmów gazowych. Ich fiasko może oznaczać, że jeszcze tej zimy zabraknie nam gazu. Kolejna rzecz to trwająca dyskusja nad zbrodnią katyńską. Jeśli doszłoby do ochłodzenia stosunków, bardzo trudno byłoby osiągnąć choćby kompromisowe stanowisko w sprawie mordu NKWD na Polakach. Jest też obawa przed nieobliczalnością Rosji, która pokazywała już, jak ze względów politycznych utrudnić życie polskim przedsiębiorcom, wprowadzając różnego rodzaju embarga.

Jest wielce prawdopodobne, że ostatnie nieprzychylne Polsce sygnały z Moskwy to prowokacja, by utrzymywać napięcie, dlatego – jak usłyszał nasz dziennikarz od jednego z rozmówców – Polska nie zamierza grać w cudzą grę i dlatego rząd gryzie się w język.