"Wyrażamy głębokie ubolewanie". Resort transportu przeprasza kierowców ciężarówek wożących ładunki niebezpieczne, którzy przez działania urzędników od początku roku mają przymusowy przestój w pracy. Chodzi o ponad 2 tysiące osób, które nie mogą dostać blankietów zaświadczających ich uprawnieniach, bo ministerstwo zaspało z przetargiem na nowe blankiety.

Resort Nowaka podpisał umowę na druki zaświadczeń na przewóz materiałów niebezpiecznych

Ministerstwo transportu podpisało dziś umowę z Polską Wytwórnią Papierów Wartościowych na druk zaświadczeń uprawniających do przewożenia materiałów niebezpiecznych. To efekt interwencji RMF FM. czytaj więcej

Resort Sławomira Nowaka przeprasza i zapowiada wszczęcie postępowania wyjaśniającego w ministerstwie. Postępowania ma dać odpowiedź na pytanie, dlaczego urzędnicy nie wyrobili się z przetargiem, a także ustalić konkretnie, kto zawinił.

Nie ma niestety możliwości wprowadzenia okresu przejściowego, czy abolicji dla kierowców, którzy - bez nowych zaświadczeń - nie mogą pracować. Jedyna droga odzyskania straconych pieniędzy to sąd.

Resort - jak usłyszał dziennikarz RMF FM Krzysztof Zasada - liczy się z pozwami od poszkodowanych przewoźników. Miesiąc przestoju kosztował każdego z takich kierowców po kilka tysięcy złotych.

Interwencja reportera RMF FM pomogła przerwać impas

Działanie resortu to efekt nagłośnienia sprawy przez reportera RMF FM Krzysztofa Zasadę. Od miesiąca kierowcy nie mogą otrzymać zaświadczeń uprawniających do przewozu niebezpiecznych ładunków. Nowe blankiety obowiązują od początku roku, ale jeszcze ich nie ma. Resort ogłosił przetarg na ich produkcję dopiero 31 grudnia.

Każdy dzień postoju to dla kierowcy strata. Miesiąc przymusowego przestoju pan Wojtek podliczył na ponad 5 tysięcy złotych. Ma cysternę do przewozu gazu, której nie może prowadzić, mimo że na początku stycznia zdał egzamin. Także pan Jan od początku roku był zmuszony odmówić kilku kursów. Egzekwując od nas prawo, sami go nie przestrzegają - powiedział nam pan Jan.

W skali kraju takich kierowców może być ponad 2 tysiące. Są miejsca, gdzie w związku z brakiem blankietów egzaminy odwołano. W samych Tychach po ukończonym kursie na zdanie testów czeka 25 osób.