Partia Republikańska prezydenta George'a W. Busha zapewniła sobie w wyborach większość w obu izbach Kongresu. Republikanie odzyskali kontrolę nad Senatem i utrzymali dotychczasową większość w Izbie Reprezentantów. Jest to także wielki sukces Busha, który bardzo zaangażował się w kampanię na rzecz kandydatów swojej partii.

Po częściowym obliczeniu wyników w większości stanów, okazało się, że republikanie prawdopodobnie wygrali z demokratami niemal wszystkie te wyścigi wyborcze do Senatu, gdzie szanse zdawały się wyrównane i gdzie demokraci mieli nadzieję powiększyć posiadaną do niedawna przewagę jednego mandatu nad Partią Republikańską.

Wiadomo już także, że Republikanie nieco powiększyli swoją dotychczasową przewagę (co najmniej do 223 przeciwko 208 głosom) w 435-osobowej Izbie Reprezentantów (jeden kongresmen jest niezależny, a trzy mandaty pozostawały nieobsadzone).

Sukces jest tym większy, że od 100 lat jeszcze nigdy dotąd partia, której przedstawiciel sprawuje urząd prezydenta nie powiększyła swoich wpływów w wyborach parlamentarnych w połowie pierwszej kadencji zdobyła większości w obu izbach Kongresu. Tak wyraźne zwycięstwo republikanów uznawane jest w Stanach Zjednoczonych za osobisty sukces prezydenta Georga W Busha. Szczególnie, że sam prezydent był bardzo zaangażowany w kampanię swego ugrupowania i osobiście zachęcał do głosowania na poszczególnych kandydatów.

Kolejną pomyślną wiadomością dla republikanów było zwycięstwo prezydenckiego brata, Jeba Busha w wyścigu o fotel gubernatora Florydy. Bush wybrany został na kolejną kadencję, wygrywając z niespodziewanie dużą przewagą ze swym demokratycznym rywalem Jimem McBride'em (59 wobec 41 procent głosów, według wstępnych wyników).

Amerykańskie sieci telewizyjne nie śpieszą się z typowaniem zwycięzców, pamiętając o wypadkach sprzed dwóch lat. Podczas wyborów prezydenckich głosy rozłożyły się niemal po równo i przez wiele dni jeszcze nie było jasne, kto wprowadzi się do Białego Domu.

Także republikańska administracja unika triumfalnego tonu. Nawet prezydent nie wypowiadał się dziś publicznie. Słychać było przede wszystkim wezwania do ponadpartyjnej współpracy, co jest podyktowane głównie względami taktycznymi. Przewaga republikanów w Senacie nie jest przecież aż tak wielka. Demokraci – jeśli będą chcieli – mogą nadal zwalniać podejmowanie decyzji ważnych dla Białego Domu. Uderzanie w agresywne tony administracji się więc nie opłaca. Lepiej nawoływać do współpracy. Tym bardziej, że - zdaniem ekspertów – wyborcy demokratów zawiedli między innymi dlatego, że nie dopatrzyli się w programie swego ugrupowania wystarczająco silnej opozycji wobec prezydenta.

JAKI MOŻE BYĆ WPŁYW TEGO GŁOSOWANIA NA SZANSE BUSHA W WYBORACH PREZYDENCKICH W 2004 ROKU?

07:00