3 górników nie żyje po tąpnięciu w kopalni „Pokój” w Rudzie Śląskiej. Do zawału doszło na głębokości około 800 metrów. Pod gruzami został czwarty z zasypanych. Wieczorem, po kilkunastu godzinach poszukiwań, ratownicy odebrali sygnał z jego nadajnika.

Ratownicy szacują, że od zaginionego górnika dzieli ich od 8,5 do 12 metrów, ale nie wiedzą, kiedy uda się im dotrzeć do mężczyzny. Akcja poszukiwawcza górnika może trwać nawet kilkanaście godzin - mówił w rozmowie z RMF Zbigniew Madej, rzecznik Kompanii Węglowej. 45-letni zasypany mężczyzna prawdopodobnie znajduje się 790 metrów pod ziemią.

To, jak szybko poruszają się ratownicy, zależy od tego, jakie materiały mają przed sobą. Jeżeli jest to węgiel i skały, które zaczynają się sypać, trzeba robić zabezpieczenia, a to trwa. Poza tym na dole jest bardzo gorąco, jest duża wilgotność, a rumowisko trzeba przebierać ręcznie. Zdarzają się jednak sytuacje, kiedy nagle w rumowisku pojawiają się prześwity i wtedy ratownicy bardzo szybko posuwają się do przodu.

Według ratowników, najważniejsze że udało się odebrać sygnał z nadajnika zasypanego mężczyzny. Dzięki temu można zlokalizować miejsce, w którym może być górnik. Był pomysł, by przebierać rumowisko z dwóch stron. Zdecydowano jednak posuwać się tylko najkrótszą drogą.

Bardzo silny wstrząs, którego efektem było tąpnięcie, miał miejsce około godz. 2 w nocy ze środy na czwartek. Ponad 160 metrów chodnika zostało zawalone fragmentami skał i węgla; podłoga chodnika niemal zetknęła się z jego sklepieniem - mówią ratownicy. Posłuchaj relacji reportera RMF FM Marcina Buczka:

Można powiedzieć, że to był cud - mówią ratownicy, którzy po ponad 110 godzinach nieprzerwanej akcji dotarli do górnika zasypanego w kopalni "Halemba" w Rudzie Śląskiej. Mężczyzna przebywa w szpitalu; lekarze oceniają jego stan jako dobry i stabilny. czytaj więcej

Dopóki trwa akcja, jest nadzieja. Ratownicy przywołują przykład Zbigniewa Nowaka z kopalni „Halemba”, uratowanego po 111 godzinach nieprzerwanej akcji. Także sam uratowany przyszedł do kopali „Pokój”. W rozmowie z reporterem RMF przyznał, że gdy tylko dowiedział się o wypadku, odwołał swoją wizytę u lekarza i przyjechał.

- Dzisiaj jest niby mój szczęśliwy dzień, bo 27. mnie wyciągnęli. Dopóki się nie dowiedziałem, to jeszcze było fajnie, ale jak już przyszła ta wiadomość, że jest tragedia, to musiałem przyjechać - powiedział. Zbigniew Nowak przyjechał z żoną i córką; przywieźli znicz i figurkę św. Barbary, która 5 miesięcy temu, w chwili wypadku, stała u niego w domu.

Gdy nastąpił wstrząs, w rejonie nie prowadzono wydobycia węgla; około 20 górników wykonywało inne prace. Większość pracowników zdołała uciec, czterej zostali w zawalonym chodniku, trzech z nich zginęło. Udało się już wydobyć na powierzchnię ich ciała.

Przyczynami tąpnięcia w kopalni „Pokój” zajmie się specjalna komisja powołana przez prezesa Wyższego Urzędu Górniczego. Dodajmy, że praca w kopalni w Rudzie Śląskiej jest szczególnie niebezpieczna. Panuje tam najwyższy poziom zagrożenia podziemną katastrofą. Dodajmy, że w ciągu dziesięciu lat w kopalniach węgla kamiennego w naszym kraju doszło do 34 tąpnięć.