Atrakcja turystyczna, a może inspiracja dla artystów – to pomysły na wykorzystanie namiotu, zakupionego za 2,8 mln złotych na szczyt Rady Europy w Warszawie. Po dwudniowych obradach pozostał problem, co zrobić z kosztownym nabytkiem.

Polski budżet zieje wielką dziurą i takie wydatki nie są niczym innym, jak zwykłą rozrzutnością. Taniej byłoby wynająć namiot na dwa dni - dzierżawa na pewno nie kosztowałaby prawie 3 mln złotych.

A jeśli nie wynajem, to może warto było poszukać w Warszawie jakiegoś innego miejsca na zorganizowanie tak dużej imprezy. Prawdą jest, że stolica nie ma centrum konferencyjnego z prawdziwego zdarzenia, ale spotkanie mogło się odbyć np. w pałacu prezydenckim. Posłuchaj relacji Beaty Lubeckiej:

Dwanaście godzin wystąpień i debat, trzy konwencje i dwie deklaracje, a wszystko kosztem 10 milionów złotych i paraliżu komunikacyjnego w stolicy. Dziś po południu zakończył się warszawski szczyt Rady Europy. czytaj więcej

Dopóki nie wybudujemy w Polsce centrum kongresowego z prawdziwego zdarzenia, takiego za co najmniej kilkadziesiąt milionów dolarów, to takie konferencje nie powinny się w ogóle odbywać - przyznaje Jerzy Pomianowski. Tłumaczy także, że nie było innego wyjścia – kupno namiotu było koniecznością, ponieważ do przetargu zgłosiła się tylko jedna firma, która niestety nie spełniała wymagań. Mowa była bowiem o szczególnej ochronie dziedzińca Zamku Królewskiego. Zdecydowano, że obrady muszą się toczyć w miejscu ważnym z punktu widzenia promocji kraju. Z tego powodu nie mógł to być zwyczajny hotel.

Być może dodatkowym argumentem, przemawiającym za kupnem namiotu, był fakt, że nabytek bardzo podobał się urzędnikom. Na kilka dni przed rozpoczęciem szczytu pracownicy MSZ mocno go zachwalali: To piękny obiekt, przykryty najnowszym systemem rozpinanych membran ze szklanymi ścianami. Jest podłączony do międzynarodowej sieci komputerowej i możemy ją w dowolnym miejscu w ciągu trzech dni rozłożyć na życzenie - mówił Jerzy Pomianowski z resortu dyplomacji.

Sęk w tym, że na razie nie ma takich życzeń i nie bardzo wiadomo, jak ten „piękny obiekt” wykorzystać. Jest tak piękny, tak reprezentacyjny i tak funkcjonalny, że w tej chwili zbieramy pomysły, co z nim dalej. Myślę, że pan ambasador Pomianowski, który go ustawił jest pierwszą osobą, która powinna podjąć taką decyzję, a przynajmniej zaproponować, co z nim zrobić - powiedział Aleksander Chećko, rzecznik MSZ.

Swoje propozycje mają już urzędnicy resortu dyplomacji: Można z niego zrobić lodowisko lub rozpiąć nad Wisłą i w środku urządzić pijalnię piwa – pokpiwają. Na razie przez kilka tygodni namiot będzie stał na dziedzińcu Zamku Królewskiego w Warszawie. Będzie chyba tylko inspiracją dla młodych artystów plastyków, bo jak powiedział naszej reporterce Jerzy Pomianowski, artyści po szczycie bardzo go chcieli obejrzeć. Inny pomysł mówi, że namiot miałby zostać na dziedzińcu Zamku, gdzie do końca wakacji będzie pełnił rolę poszczytowej atrakcji turystycznej. Kilka pomysłów na wykorzystanie namiotu ma także nasz reporter Tomasz Skory:

Jedną z dziedzin, która najbardziej potrzebuje funduszy, jest służba zdrowia. Aby uświadomić sobie skalę wydatku, wystarczy przeliczyć, że za 2,8 miliona złotych u ośmiu tysięcy kobiet możliwe byłoby przeprowadzenie badań pod kątem występowania raka szyjki macicy i ewentualne leczenie. Pieniądze wydane na zakup namiotu bez problemu mogłyby zostać wydane także na inne potrzeby medyczne, a tych nie brakuje. Przekonała się o tym nasza reporterka: